22 490 9000 Zadzwoń
MENU

Biuro prasowe mfind.pl

Przestępstwa ubezpieczeniowe – jak kierowcy wyłudzają odszkodowania?
2 miesiące temu

Przestępstwa ubezpieczeniowe – jak kierowcy wyłudzają odszkodowania?

Według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń, straty ubezpieczycieli w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych przekroczyły w 2015 roku aż 140 mln zł. Dla porównania, w całym segmencie ubezpieczeń osobowych i majątkowych wartość wyłudzeń to blisko 180 mln złotych. Ubezpieczyciele systematycznie wdrażają nowe rozwiązania, które mają zwiększyć wykrywalność prób wyłudzenia.Dzięki temu, z każdym rokiem liczba udaremnionych przestępstw ubezpieczeniowych stale rośnie. W 2011 roku było ich “zaledwie” 4,6 tys. Mimo to, wciąż nie brakuje osób, które próbują oszukać ubezpieczycieli. Oto 7 najczęściej stosowanych sposobów na wyłudzenie odszkodowania z OC lub AC:Fikcyjna stłuczkaTen rodzaj wyłudzenia polega na zgłoszeniu ubezpieczycielowi kolizji, która w rzeczywistości nie miała miejsca. Najczęściej kierowca zgłaszający szkodę ma pojazd, który został już wcześniej przez niego rozbity, np. w wyniku uderzenia w drzewo. Ze względu na brak ubezpieczenia AC, zgłaszający porozumiał się z innym kierowcą, że szkoda zostanie naprawiona z jego polisy OC i to jego podaje jako sprawcę kolizji. - Ubezpieczyciele zawsze starają się jak najdokładniej zrekonstruować zdarzenie. Jeśli opis wypadku nie jest wiarygodny, jak również skala zniszczeń jest podejrzanie duża, wzbudza to wątpliwości rzeczoznawców ubezpieczeniowych. W takich sytuacjach szczegółowo badają oni samochody, które rzekomo brały udział w kolizji - tłumaczy Urszula Borowiecka, ekspert porównywarki OC/AC mfind.plUstawiona stłuczkaW przeciwieństwie do fikcyjnej stłuczki, w tym przypadku faktycznie dochodzi do wypadku pomiędzy dwoma autami. Kolizja jest jednak wcześniej zaplanowana przez kierowców, którzy działają w zmowie. Jest to więc celowe działanie mające na celu wyłudzenie odszkodowania, nie zaś nieszczęśliwy zbieg okoliczności.Jazda “na stłuczkę”Ten rodzaj wyłudzenia polega na jeździe w taki sposób, aby wymusić na innych kierowcach spowodowanie stłuczki. Oczywiście takiej, w której winnym całego zdarzenia byłby przypadkowy kierowca. Dzięki temu, “ofiara” zdarzenia może naprawić swoje auto z OC sprawcy.Najczęstszym typem prowokowanej stłuczki jest najechanie. Wymuszający gwałtownie hamują przed innym pojazdem lub wręcz cofają, aż dojdzie do kontaktu pomiędzy samochodami. Nie mając wideorejestratora, trudno jest udowodnić swoją niewinność.Powiększanie szkód po wypadkuZdarzają się także sytuacje, w których kierowcy próbują zawyżyć wysokość odszkodowania celowo niszcząc swoje auto po wypadku. Najczęściej po prostu uderzają w karoserię, tłuką szyby lub wręcz urywają elementy zewnętrzne, jak np. lusterka. Niektórzy dopisują też do oświadczenia strat elementy, które zostały uszkodzone jeszcze przed wypadkiem, jak telefon komórkowy. W ten sposób liczą na dodatkowe pieniądze z odszkodowania.Jest to jedno z najczęściej wykrywanych przestępstw ubezpieczeniowych. Rzeczoznawcy ubezpieczeniowi mają duże doświadczenie w rozpoznawaniu uszkodzeń. Większość prób oszustwa związanych z powiększeniem szkody udaje się wykryć na wczesnym etapie postępowania likwidacyjnego.Zawyżone szkody osobowePolska Izba Ubezpieczeń wskazuje, że w ostatnich latach coraz częściej dochodzi do zawyżania wartości szkód osobowych. Przykładem takiego działania jest np. powiększanie listy uczestników wypadku o osoby, które w rzeczywistości nie brały udziału w zdarzeniu. Nieuczciwi kierowcy deklarują także większą liczbę obrażeń czy wręcz symulują zaburzenia psychiczne związane z udziałem w wypadku. W 2015 roku wyłudzenia dotyczące szkód osobowych przekroczyły 58 mln złotych.Kradzież, której nie byłoFikcyjne kradzieże to sposób na wyłudzenie odszkodowania z autocasco, który jest znany ubezpieczycielom od wielu lat. Schemat działania jest zawsze bardzo podobny. Właściciel drogiego samochodu ubezpiecza go w ramach AC na maksymalnie dużą sumę. Następnie, po pewnym czasie zgłasza kradzież tego auta, żądając należnego mu odszkodowania od ubezpieczyciela.Nie ma tutaj jednak mowy o przypadku. W rzeczywistości doszło bowiem do zmowy z osobami, które “ukradły” pojazd. Po fikcyjnej kradzieży takie samochody najczęściej zostają rozebrane i sprzedane na części lub wywiezione za granicę.Fikcyjne naprawyPrzestępstw ubezpieczeniowych nie popełniają wyłącznie kierowcy, lecz także właściciele warsztatów, do których samochody zostają oddane na naprawę powypadkową. Wykorzystując brak większego nadzoru w przypadku rozliczeń bezgotówkowych, nieuczciwi mechanicy dopisują do faktury koszt wymiany części, które w ogóle nie były naprawiane. W ten sposób powiększają swój zarobek kosztem ubezpieczalni. Dlatego towarzystwa ubezpieczeniowe coraz częściej wprowadzają dodatkowe kontrole napraw powypadkowych.- Nowoczesna technologia połączona z doświadczeniem ubezpieczycieli pomaga skutecznie wykryć próby wyłudzania odszkodowań już na wczesnym etapie postępowania likwidacyjnego – mówi Urszula Borowiecka, ekspert kalkulatora OC/AC mfind.pl - Praktyka pokazuje, że bardzo często można spotkać się ze stanowiskiem ubezpieczycieli, którzy twierdzą, że szkoda nie powstała na skutek okoliczności podanych w zgłoszeniu. Pamiętajmy jednak, że w takiej sytuacji towarzystwo ubezpieczeniowe zobowiązane jest przedstawić nam szczegółową argumentację, dlaczego tak uważa – dodaje.Więcej można przeczytać w artykule w serwisie Akademia mfind.
Czytaj więcej
Deklarowany roczny przebieg a cena OC – analiza mfind
2 miesiące temu

Deklarowany roczny przebieg a cena OC – analiza mfind

Rok 2016 stał pod znakiem ogromnych podwyżek cen ubezpieczeń OC. W ciągu zaledwie 12 miesięcy średnie ceny tych polis wzrosły z 659 do aż 1024 złotych. Oznacza to wzrost o ok. 55%. Co gorsza, choć już w mniejszym tempie, to w roku 2017 wciąż obserwujemy dalsze podwyżki OC.Ustalając cenę polisy, ubezpieczyciele biorą pod uwagę przede wszystkim dane przekazywane przez właściciela pojazdu. Takie informacje, jak m.in. miejsce zamieszkania lub zameldowania, pojemność silnika czy rok produkcji auta również mają znaczenie. Jednak na ostateczną cenę ma także wpływ deklarowany, roczny przebieg samochodu. Czy różnice są istotne?Eksperci kalkulatora OC/AC mfind.pl sprawdzili to na przykładzie 37-letniego kawalera z Poznania, który ma 60% zniżek na OC i chciałby ubezpieczyć Forda Mondeo z 2012 roku z 2-litrowym silnikiem benzynowym.Planując roczny przebieg na poziomie maksymalnie 10 tys. km, musiałby on zapłacić za OC 712 złotych. Gdyby jednak chciał pokonać w tym samym czasie między 10 a 15 tys. km, jego składka wzrosłaby do 732 złotych. Dodatkowe 5 tys. km rocznego przebiegu oznacza wzrost ceny polisy OC o 32 złote. Z kolei planując pokonanie w ciągu roku przejechanie 20 tys. km lub więcej, opisany wyżej kierowca musiałby zapłacić za OC przynajmniej 801 złotych.Jak widać na powyższym przykładzie, różnica zaledwie 10 tys. kilometrów w deklarowanym rocznym przebiegu może podnieść składkę ubezpieczenia OC nawet o 89 złotych, czyli w tym przypadku o 12,5%. Z czego to wynika? - Dla ubezpieczycieli ważne jest ryzyko wystąpienia kolizji - wyjaśnia Urszula Borowiecka, ekspert porównywarki mfind.pl - Im większe szanse na stłuczkę, tym wyższe ceny polis OC. Dlatego też kierowcy deklarujący pokonanie w ciągu roku większego dystansu, otrzymują propozycje wyższych składek OC. W ich przypadku ryzyko wystąpienia kolizji jest większe - dodaje.Pojawia się jednak pytanie, co w przypadku zadeklarowania niższego przebiegu w celuotrzymania bardziej korzystnych cen ubezpieczenia? Czy kierowcy grożą jakieś konsekwencje, gdy okaże się, że pokonany przez niego dystans jest większy, niż ten podany w formularzu? - Trzeba pamiętać, że jest to tylko deklarowany przebieg. Zatem w sytuacji, gdy pod koniec okresu ubezpieczeniowego okaże się, że będzie on wyższy od tego w deklaracji, wówczas składka na kolejny okres wzrośnie. Zwłaszcza, jeśli pozostanie u tego samego ubezpieczyciela. Jednak w trakcie trwania umowy składka nie powinna ulec zmianie – tłumaczy Urszula Borowiecka.
Czytaj więcej
5 dobrych sposobów na poprawę bezpieczeństwa
2 miesiące temu

5 dobrych sposobów na poprawę bezpieczeństwa

Więcej dróg typu 2+1W ostatnich latach polscy kierowcy mają do dyspozycji coraz więcej kilometrów autostrad i dróg ekspresowych. Według danych Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad, z końcem 2016 roku oddanych do użytku było 1631,7 km autostrad i 1531,7 km ekspresówek. Jeszcze w 2004 roku kierowcy mieli do dyspozycji zaledwie ok. 470 km autostrad i ok. 200 km dróg ekspresowych.Ale budowa dróg o najwyższym standardzie to wielkie obciążenie dla budżetu państwa. Według szacunków GDDKiA, koszt budowy 1 km autostrady to aż 9,6 mln euro. Dlatego od pewnego czasu coraz częściej mówi się o drogach typu 2+1. Co kryje się pod tą nazwą? Ta koncepcja pochodzi ze Szwecji i jej głównym założeniem jest budowa drogi z trzema pasami, na której ruch odbywa się naprzemiennie fragmentami z dwoma i jednym pasem w każdym z kierunków.Koszt budowy 1 km takiej drogi jest nawet 10-krotnie niższy, niż w przypadku autostrady. Trasy typu 2+1 pozwalają znacząco obniżyć liczbę zderzeń czołowych, do których dochodzi w trakcie wyprzedzania. W Polsce, najlepiej sprawdziłoby się ono na drogach krajowych, gdzie wyprzedzanie nie jest łatwe, a często wręcz ryzykowne. Tylko w 2016 roku na polskich drogach doszło do 1385 wypadków spowodowanych właśnie przez nieprawidłowe wyprzedzanie.Nie zapominajmy o pieszychTrzecią, najczęstszą przyczyną wypadków spowodowanych przez kierujących jest nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu dla pieszych. Rok temu było to powodem blisko prawie 3,5 tys. wypadków. Co więcej, co trzecią ofiarą śmiertelną na polskich drogach są piesi. Stanowi to jeden z najwyższych wyników w krajach Unii Europejskiej.Jak można to zmienić? W naszym kraju sprawdzoną metodą na poprawę bezpieczeństwa pieszych jest montaż tzw. azyli. To wysepki montowane na środku trasy, które pomagają w pokonaniu jezdni dwuetapowo. Jak pokazują badania, po montażu azyli czas przejścia przez drogę skraca się nawet o połowę, zaś kierowcy najczęściej w takich miejscach zwalniają, co także wpływa pozytywnie na bezpieczeństwo.Edukacja w zakresie jazdy po autostradachEgzaminy na prawo jazdy odbywają się w obszarze zabudowanym, w okolicy Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego. Jednak już po zdaniu egzaminu, kierowcy korzystają także z autostrad. Efekty braku edukacji widzimy właśnie na autostradach lub “ekspresówkach”, gdzie wielu kierowców popełnia wręcz podstawowe błędy.Przede wszystkim należy unikać jazdy “na zderzaku” poprzedzającego nas auta. Zaleca się, by jadąc z większymi prędkościami zachować minimum 50 metrów odstępu, aby mieć czas na reakcję i zatrzymanie samochodu w porę.Wielu kierowców ma szczególne upodobanie do jazdy lewym pasem. Zapominają, że służy on tylko do wyprzedzania i po zakończeniu manewru należy wrócić do prawej krawędzi jezdni. Jest to o tyle niebezpieczne, że chcąc wyprzedzić takiego “zapominalskiego”, kierowcy są zmuszeni do wykorzystywania prawego pasa, lawirując między samochodami.Samo włączanie się do ruchu na autostradach także sprawia problemy. Aby ułatwić ten manewr powstały tzw. pasy rozbiegowe. Niestety, wciąż wielu kierowców nie wykorzystuje ich zgodnie z przeznaczeniem. Opuszczają te pasy jeszcze zanim osiągną prędkość zbliżoną do tej, z którą jadą pozostałe auta. W takiej sytuacji bardzo łatwo o wypadek.Szkolenie kierowców, czyli co można poprawićCzy w czasie 30 godzin można, nie mając wcześniej styczności z autem, nauczyć się je prowadzić? Jest to możliwe, ale praktyka pokazuje, że to zbyt mało aby nabrać dostatecznej pewności “za kółkiem”. Dodanie kolejnych 10-15 godzin lekcji praktycznych z pewnością pomogłoby w lepszej ocenie ryzyka, a także nauczyłoby przyszłych kierowców lepszego panowania nad samochodem.Ponadto, warto zacząć edukację o przepisach i bezpieczeństwie już na etapie szkoły podstawowej. W końcu każde dziecko może być uczestnikiem ruchu drogowego, czy to jako pasażer, czy jako pieszy. Nauka właściwego zachowania od najmłodszych lat z pewnością zaowocuje w przyszłości lepszą świadomością użytkowników dróg.Elementem, który zdaniem ekspertów porównywarki OC/AC mfind.pl, także wymaga poprawy, jest poszerzenie egzaminu praktycznego na prawo jazdy o elementy jazdy po drogach szybkiego ruchu. Jak wynika z raportu Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu, na naszych autostradach dochodzi średnio do 5 wypadków śmiertelnych w przeliczeniu na milion przejechanych kilometrów. Gorsze statystyki są tylko na Litwie.Fotoradary powinny wrócić?Od stycznia 2016 roku strażnicy miejscy nie mogą korzystać z fotoradarów. Instytut Transportu Drogowego zlecił analizę, która miała odpowiedzieć na pytanie, czy zmiana przepisów wpłynęła na bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Badaniami objęto 43 miejscowości, w których do stycznia 2016 roku działały te urządzenia. Rezultaty analizy porównano ze statystykami wypadków w całym kraju. Co się okazało?W okresie styczeń-sierpień liczba wypadków w całej Polsce wzrosła względem roku 2015 o 9%. Tymczasem w analizowanych 43 miejscowościach, liczba ta zwiększyła się o prawie 25%. Jeszcze gorzej wyglądały statystyki dotyczące ofiar śmiertelnych. Na terenie całego kraju liczba zabitych w wypadkach samochodowych wzrosła względem 2015 roku o 14%, zaś w miejscowościach, w których usunięto fotoradary odnotowano wzrost aż o 46%!- Biorąc pod uwagę powyższe liczby, warto rozważyć powrót fotoradarów na drogi - tłumaczy Łukasz Leus, ekspert kalkulatora OC/AC mfind.pl - Mając jednak na względzie nadużycia, do których dochodziło w ubiegłych latach ze strony straży miejskich czy gminnych, należałoby wprowadzić rozwiązania zakazujące “ukrywania” fotoradarów. Urządzenia te powinny przede wszystkim działać prewencyjnie, być widoczne już z dalszej odległości, a ich obecność poprzedzona odpowiednim znakiem.Więcej można przeczytać w artykule w serwisie Akademia mfind.
Czytaj więcej
Wzrost opłaty paliwowej to nie wszystko. Jakie podwyżki czekają jeszcze na kierowców w 2017 roku?
2 miesiące temu

Wzrost opłaty paliwowej to nie wszystko. Jakie podwyżki czekają jeszcze na kierowców w 2017 roku?

Utrzymanie samochodu to już kilkaset złotych miesięcznie i nie zapowiada się, że będzie taniej. Kierowcy płacą więcej za OC, paliwo i autostrady. Niedługo wzrosną opłaty za obowiązkowe przeglądy i parkowanie. czy to koniec podwyżek?- Na pewno będą rosły ceny obowiązkowego ubezpieczenia OC, na szczęście już nie tak gwałtownie, więc kierowcy nie odczują tych zmian tak jak w ostatnich miesiącach, gdy koszty OC wzrosły o ponad 50% - tłumaczy Bartosz Salwiński, współzałożyciel kalkulatora OC/AC mfind.plDlaczego to nie koniec podwyżek? - Ubezpieczyciele w Polsce muszą zwiększać udział wypłat odszkodowań osobowych w wypłatach ogółem. W Europie odszkodowania za szkody osobowe to ok. 50% wypłat, u nas zaledwie 15%. Wojna cenowa, która doprowadziła do strat w tym segmencie, to nie jedyna i nie najważniejsza przyczyna rosnących cen. Natomiast na zwyżki nie wpłynie raczej wprowadzenie VAT-u od usług pomocniczych ubezpieczycieli - wyjaśnia Salwiński.Podwyżki OC to nawet kilkaset złotych więcej, które dopłacamy do polis rocznie. Jest sposób na to, by zminimalizować tego skutki dla domowego budżetu. Warto pozbyć się dotychczasowych przyzwyczajeń i szukać tańszych ofert na rynku - nie musimy być przywiązani do jednego ubezpieczyciela na lata!Podwyżki cen paliwOd początku lipca płacimy o kilka groszy więcej za paliwo. Ceny drgnęły po dość długiej już stagnacji. Jednak to nie koniec. Do Sejmu trafił projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych, właśnie dziś - w środę 12 lipca - zajmą się nim posłowie.Projekt zakłada podwyższenie opłaty paliwowej o około 20 groszy, co przełoży się na wzrost cen paliw aż o 25 groszy na litrze. Pieniądze zostaną przeznaczone na budowę i modernizację dróg. Są duże szanse na to, że ta podwyżka wejdzie w życie do końca wakacji i sprawi, że nie tylko za benzynę zapłacimy więcej.Jak sobie z tym radzić? Korzystać z faktu, że stacje benzynowe ze sobą konkurują.Kolejne podwyżki dotkną tych, którzy spóźniają się z badaniami technicznymi. Od 2018 r. zapłacą za gapiostwo podwójnie. Z kolei już od marca płacimy więcej za niektóre autostrady, a wkrótce możemy też więcej zapłacić za parkowanie w centrach miast.Więcej można przeczytać w artykule w serwisie Akademia mfind.
Czytaj więcej
mfind z portfolio funduszu MCI ma nowego inwestora
3 miesiące temu

mfind z portfolio funduszu MCI ma nowego inwestora

mfind (www.mfind.pl) jest w pełni transakcyjną internetową porównywarką ubezpieczeń, która pozwala zaoszczędzić średnio ponad 500 zł na zakupie OC komunikacyjnego, wybrać pakiet medyczny, polisę turystyczną czy nieruchomości. Firma współpracuje już z 24 zakładami ubezpieczeń i lista ta ciągle się rozszerza. mfind jest w portfelu funduszu Internet Ventures z grupy MCI od 2015 r.Na polskim rynku to jedyna porównywarka, w której klienci korzystają ze wsparcia doradców, zarówno przy wyborze produktu, jak i później, gdy dojdzie do szkody, w procesie likwidacji. Doradcy i eksperci prawni firmy rozwiązują ponad 100 spraw ubezpieczeniowych miesięcznie, pomagając klientom w sformułowaniu pism do ubezpieczycieli czy podpowiadając, jakie kroki podjąć w procedurze odwoławczej. Za swoje niestandardowe i kompleksowe podejście zdobywa nagrody, w 2016 r. – Ekomersa za obsługę klientów w social mediach.Rynek ubezpieczeń online jest w Polsce na wczesnym etapie rozwoju – porównywarki to około 1% sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych. W Wielkiej Brytanii czy na Węgrzech to ponad 60%.- To świetna wiadomość, potwierdzenie słuszności naszej inwestycji z 2015 r. Nie ma lepszej metody weryfikacji przedsięwzięcia niż pozyskanie kolejnych inwestorów. mfind jest w fazie bardzo dynamicznego rozwoju, zwiększając skalę niemal 300% rok do roku - mówi Tomasz Danis, partner w MCI Capital, zarządzający funduszem Internet Ventures.- Cieszymy się, że możemy dołączyć do grona inwestorów w mfind. To spółka o ugruntowanej już pozycji finansowej, działająca w perspektywicznym segmencie innowacji finansowych (fintech, insurtech). Chcemy wnieść do spółki dodatkowe kompetencje w obszarze komunikacji i marketingu, które przełożą się na dalszy wzrost sprzedaży - mówi Ewa Bałdyga, wiceprezes Martis Consulting, która wejdzie w skład rady nadzorczej mfind.- Chcemy wychodzić do klientów tam, gdzie szukają pomocy, wiedzy na temat ubezpieczeń. Prowadzimy największy w Polsce serwis contentowy o ubezpieczeniach, dając ludziom wiedzę niezbędną, by dobrze wybrać produkty ubezpieczeniowe. Z naszych wskazówek korzysta 300 tys. unikalnych użytkowników miesięcznie. Będziemy rozwijać serwis doradczy oraz nowoczesne kanały komunikacji, stawiając m.in, na social media – dodaje Bartłomiej Roszkowski, CEO mfind.Ze względu na profil i status prawny funduszu Internet Ventures, nie jest podawana wartość ani szczegóły transakcji.
Czytaj więcej

Press kit - materiały dla mediów

mfind.pl to nie tylko porównywarka ubezpieczeniowa, ale również Akademia ubezpieczeń mfind publikująca artykuły poradnikowe, aktualności, teksty interwencyjne, raporty oraz analizy. W mfind nie tylko opisujemy, ale również kształtujemy rynek ubezpieczeń w taki sposób, aby był jak najbardziej przyjazny dla konsumentów.

Kontakt

mfind

Bartłomiej Roszkowski

CEO / VP product
Budowa produktu, działania content marketingowe i PR

+48 663 855 556
bartlomiej.roszkowski@mfind.pl