porównywarka ubezpieczeń zdrowotnych

Darmowa służba zdrowia? Koszyk gwarantowany nie taki gwarantowany

Zakres świadczeń, z których mogą skorzystać osoby objęte ubezpieczeniem zdrowotnym jest  szeroki (szczegółowe informacje tutaj). Nie zawiera przede wszystkim zabiegów czysto estetycznych, jak operacje plastyczne. Wyjątkiem są przypadki, w których do takich zabiegów występuje wskazanie medyczne.

Zasadniczym problemem polskiej służby zdrowia jest przede wszystkim dostępność do gwarantowanych świadczeń i ich jakość.

Wielomiesięczne kolejki lub… prywatna opieka 

Niestety to wcale nie przesada. Oczekiwanie na wizytę u lekarzy specjalistów, zabiegi i bardziej zaawansowane badania może potrwać nawet kilka lat.

Na endoskopię i rezonans magnetyczny nierzadko trzeba czekać rok – a wiadomo przecież, że są to badania, które pozwalają między innymi wykluczyć raka. Czekanie w takim wypadku kilka miesięcy na diagnostykę poważnie zmniejsza szanse pacjenta na przeżycie.

Ogromne problemy z dostaniem się do lekarza mają osoby chore na tarczycę. W ich przypadku dopasowanie odpowiedniej dawki leku decyduje o jakości życia. Na wizytę trzeba zazwyczaj czekać od roku do dwóch lat. Łatwo sobie wyobrazić, ile w takich warunkach może zająć ustalenie prawidłowej porcji lekarstwa.

Nawet ponad dziesięć lat – to okres oczekiwania na wiele zabiegów chirurgicznych, np. umożliwiających prawidłowe chodzenie.

Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność. Dlatego osoby, które mogą sobie na to pozwolić, pomimo ubezpieczenia w NFZ, płacą za potrzebne badania prywatnie. Płacą, ale płaczą.

Koszty zależą od indywidualnego przypadku. Przykładowo prywatna wizyta u endokrynologa to nawet 180 zł. Do tego trzeba dodać USG tarczycy (kolejne 100 zł) i badania laboratoryjne (około 60 zł). W ten sposób koszt jednej wizyty to w przybliżeniu 340 zł z naszego domowego budżetu.

– Niestety każdorazowa prywatna wizyta u specjalisty to ponad sto złotych. Gdy zaczyna się coś dziać, takich wizyt jest znacznie więcej. Warto wtedy rozważyć zakup ubezpieczenia zdrowotnego, bo część kosztów pokrywa pakiet, a na wiele świadczeń mamy zniżkę. Oczywiście problemem jest fakt, że placówki w ramach prywatnych ubezpieczeń medycznych nie są dostępne w całej Polsce. W najlepszym położeniu są mieszkańcy dużych miast. Jednak rynek prywatnych ubezpieczeń wobec rosnącej niewydolności systemu państwowego, będzie rósł, a placówki będą się sukcesywnie pojawiały i w małych ośrodkach – tłumaczy Łukasz Leus, ekspert ubezpieczeniowy mfind.

Niska jakość obsługi

Pacjentów bardzo często zniechęca również niska jakość obsługi podczas wizyt na NFZ.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że wielu lekarzy inaczej traktuje chorych, którzy przychodzą do nich na NFZ, a inaczej tych, którzy korzystają z ich usług prywatnie.

„Dwa razy poszłam na wizytę do ginekologa na NFZ. W pierwszym przypadku pani była wyjątkowo nieprzyjemna. Zapisała mi bardzo drogi lek. W aptece okazało się, że jest o połowę tańszy zamiennik o takim samym składzie. Za drugim razem było jeszcze gorzej. Gdy siedziałam na krześle gotowa do badania, do gabinetu weszła pielęgniarka i zaczęła chodzić po pokoju. Na dodatek lekarz w bardzo niedelikatny sposób, nie uprzedzając mnie o tym, pobrał próbkę do cytologii. Czułam się upokorzona. Od tej pory chodzę do ginekologa tylko prywatnie” – mówi pani Kasia z Warszawy.

Niestety, takie zachowanie to wcale nie rzadkość.

Za darmo, ale byle jak i nie wszystko 

„Bardzo bolał mnie ząb, więc poszedłem do dentysty. Dentystka przerwała zabieg w pewnym momencie i powiedziała, że to wszystko, co może dla mnie zrobić na NFZ. Za resztę muszę zapłacić z własnej kieszeni” – żali się z kolei pan Krzysztof z Wrocławia.

Prywatne leczenie zębów to naprawdę duży wydatek. Za zaplombowanie małej dziurki zapłacimy nawet ponad 120 zł. Skorzystanie w tym przypadku z wizyty na NFZ wydaje się dobrym pomysłem, prawda?

Warto jednak pamiętać, że na dobre plomby pacjent może liczyć tylko przy problemach z trzema przednimi zębami (od jedynki do trójki), pozostałe dentysta na NFZ zapełni amalgamatem.

Nie ma również co liczyć na leczenie kanałowe wszystkich zębów. NFZ pokryje koszty tylko za dwanaście przednich, za resztę trzeba zapłacić samemu.

Nic więc dziwnego, że większość pacjentów unika dentystów jak ognia, albo płaci niebotyczne sumy za prywatne wizyty.

Możesz iść do lekarza, ale nie będzie Cię stać na wykupienie leków

Od stycznia tego roku obowiązuje nowa lista leków refundowanych przez NFZ. Jak zwykle zmiany wzbudziły wiele emocji.

Na listę ponownie nie trafiły leki inkretynowe, które znacząco mogą wpłynąć na jakość oraz długość życia osób chorujących na cukrzycę typu 2.

Bez refundacji wielu diabetyków nie stać na leczenie (miesięczny koszt może przekraczać 600 zł).

Decyzja osób układających listę dziwi tym bardziej, gdy zdamy sobie sprawę z powszechności zjawiska. Szacuje się, że w Polsce na cukrzycę choruje ponad 3 miliony ludzi.

Następstwa choroby bardzo często powodują niezdolność do pracy i przejście na rentę. Inwestycja w leki dla cukrzyków mogłaby pomóc dłużej utrzymać ich na rynku pracy. W rezultacie spowodowałoby to znaczne oszczędności dla państwa.

Refundacja leków inkretynowych to standard w innych krajach. W Polsce diabetycy z cukrzycą typu 2 muszą się niestety leczyć na własną rękę. A to oczywiście tylko jeden z wielu przykładów!

NFZ nie refunduje wielu rzadkich chorób 

NFZ nie refunduje również leczenia wielu rzadkich schorzeń. Dobrymi przykładami są tutaj choroba Leśniowskiego-Crohna oraz pęcherzowe oddzielenie naskórka.

Lek na chorobę Leśniowskiego-Crohna jest refundowany tylko w niewielu przypadkach. Refundację dostaną dzieci, które brały lek dłużej niż rok. Aby dostać zastrzyk, muszą najpierw spędzić trzy dni w szpitalu.

Bardzo źle wygląda również sytuacja osób chorujących na pęcherzowe oddzielenie naskórka. Choroba jest niezwykle bolesna i chorzy muszą korzystać z bardzo dużej liczby opatrunków. Tymczasem od stycznia ich koszty wzrosły w niektórych przypadkach nawet siedmiokrotnie.

Na liście został obecnie tylko jeden rodzaj darmowego opatrunku. Kolejne podrożały. Sytuacja pogarsza się z każdym rokiem.

Wielu rodziców (chorują głównie dzieci) nie stać na tak kosztowe leczenie (nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie). Muszą prosić o pomoc z zewnątrz.

Tam, gdzie zawodzi NFZ, pomagają fundacje 

O tym, że NFZ w wielu przypadkach zawodzi, można się przekonać, wchodząc na strony fundacji, jak siepomaga.pl. Właśnie takie miejsca są dla wielu Polaków ostatnią szansą na poprawienie komfortu, a nawet przedłużenie życia swojego i swoich  bliskich. Można tutaj przeczytać o wielu bardzo dramatycznych historiach.

Niektórzy zbierają na drogą operacje ratującą życie lub zdrowie. Inni na leki, które nie są refundowane przez NFZ. Jeszcze kolejni na rehabilitacje, która może przywrócić im sprawność.

Każda z tych osób wykorzystała już wszystkie możliwości darmowej służby zdrowia. Teraz ich los zależy od szczodrości i empatii obcych ludzi.

Na stronie wyskakują profile chorych na rdzeniowy zanik mięśni, których nie stać na rehabilitacje, pani, która choruje na białaczkę i zbiera na Imbruvicę – lek nierefundowany w Polsce. Jest też ogromna liczba próśb rodziców odkładających na operacje dla swoich dzieci. Jedni potrzebują na zabieg oka, które w Polsce można tylko usunąć, inni na operacje nóg swojej córki, które polscy lekarze chcą amputować.

„Codziennie patrzysz na cierpienie swojego dziecka i nie możesz mu pomóc. To najgorsze doświadczenie w moim życiu” – mówi pani Kasia, mama chorego Krzysia.

Dlaczego tak jest? 

Problemy NFZ wynikają przede wszystkim z niedofinansowania. Zajmujemy 36. z 44 miejsc pod kątem pieniędzy przeznaczanych na służbę zdrowia. Tak przynajmniej wynika z danych Health at Glance 2015. Niestety polskich obywateli w większości nie stać na podniesienie składek zdrowotnych.

Nadzieją może być lepsze zarządzanie pieniędzmi w przyszłości.