Już w połowie wakacji jesteśmy bombardowani przez reklamy namawiające nas do zakupu przyszłorocznego urlopu w świetnych promocjach „first minute”. Kilkanaście miesięcy później witryny biur podróży zachęcają do wyjazdów w niepowtarzalnych cenach „last minute”. Więc jak to właściwie działa? Co się bardziej opłaca? Czy jest sens zastanawiać się nad przyszłorocznym urlopem już teraz i jak najszybciej podejmować wakacyjne decyzje czy może lepiej nie dać się zwariować i spokojnie zaczekać na oferty „last minute”? Postaramy się co nieco Wam w tej kwestii podpowiedzieć, rzucając przy okazji odrobinę światła na te dwa turystyczne terminy.

Wakacje first minute: kiedy i dlaczego warto planować wakacje wcześniej?

Zacząć należałoby od tego, na kiedy właściwie planujecie swój urlop – jeśli przez wzgląd na uczęszczające do szkoły pociechy bądź charakter Waszej pracy, wakacyjny wyjazd planujecie na tak zwany wysoki sezon (okres od połowy czerwca do połowy września, ze szczególnym uwzględnieniem lipca i sierpnia), wówczas najprawdopodobniej skorzystacie bardziej na ofercie wyjazdów „first minute”. Dlaczego? Ano z tego prostego powodu, iż w wysokim sezonie miejsca zarówno w hotelach, ale przede wszystkim w samolotach są wyprzedane z bardzo dużym wyprzedzeniem i naprawdę ciężko wówczas „polować” na wyjazd w ostatniej chwili. Nawet jeśli uda Wam się z dnia na dzień znaleźć dostępny jeszcze odpowiadający Waszym wymaganiom hotel, to prawdopodobnie będzie niemały problem ze znalezieniem kilku wolnych miejsc w samolocie, szczególnie jeśli mówimy o wylotach z Warszawy. Klienci biur podróży, którzy zostawiają sobie urlopowe decyzje na ostatnią chwilę często muszą liczyć się z koniecznością dojazdu na lotnisko w innym mieście – Katowicach, Poznaniu bądź Wrocławiu.

Dodatkowo trzeba mieć na uwadze, iż w przypadku wakacyjnych „last minute” będziecie mieli do wyboru bardzo niewiele hoteli – te, które cieszą się najlepszymi opiniami, oferują najwięcej atrakcji dla dzieci i są najlepiej zlokalizowane, zwykle są już niedostępne na długo przed rozpoczęciem wakacji. Tym samym na tydzień przed lipcowym wylotem na Kretę lub Gran Canarię wybieramy (jeśli mamy szczęście i wybór w ogóle jest) z kilku zaledwie hoteli, w których zostały jeszcze dostępne pokoje. 

Wakacje z rodziną: pokoje i apartamenty rodzinne

Osobnym tematem będą tu pokoje/apartamenty rodzinne – jeśli macie trójkę dzieci i rezerwujecie wakacyjny wyjazd na pół roku lub nawet rok wcześniej, biura podróży bez większego problemu zaoferują Wam pokoje/apartamenty rodzinne, dysponuje oddzielną sypialnią dla Waszych pociech i gwarantujące Wam tym samym komfortowy wypoczynek. Znalezienie tego typu pokoi w wysokim sezonie na tydzień lub nawet miesiąc przed wylotem graniczy niestety z cudem. Wówczas mamy do wyboru opcję standardowego pokoju dwuosobowego „zapchanego” dostawkami dla dzieci (wariant raczej dla rodziny 4-osobowej, rzadko dostępny dla rodziny z trójką dzieci) bądź rezerwowanie kilku osobnych pokoi dwuosobowych, przy której to opcji przepadają wszelkie zniżki dla dzieci i nawet za 3-latka zapłacicie wówczas jak za osobę dorosłą, pełnopłatną.

Co więcej, musimy mieć tutaj na uwadze, iż dla żadnego Organizatora/biura podróży wariant wyprzedawania pozostałych miejsc w opcji „last minute” nie jest opłacalny – pakiety wyjazdowe są wówczas sprzedawane poniżej ich realnego kosztu (Organizator do nich „dokłada”, zamiast na nich zarabiać), logicznym jest więc iż każdego roku, bazując na danych sprzedażowych z minionego sezonu, biura podróży mogą kontaktować mniejszą ilość miejsc aby uniknąć konieczności sprzedawania ich potem „po kosztach”. Tym samym niekoniecznie możemy zakładać, że jeśli w tym roku w lipcu dany hotel w Turcji bądź na Sycylii był w świetnej cenie „last minute”, to w następne wakacje sytuacja się powtórzy. Więcej niż prawdopodobne że w takim przypadku w hotelu tym zakontraktowanych zostanie przez biuro mniej miejsc, tak aby zapewnić sprzedaż wszystkich jeszcze przed wysokim sezonem i nie musieć dokładać do tego interesu.

A nawet jeśli uda Wam się znaleźć interesujący Was hotel w interesującym miejscu na tydzień przed wylotem w lipcu bądź sierpniu? Cóż, możecie być niemal pewni że zapłacicie za niego wówczas znacznie więcej niż zapłacilibyście za tę samą ofertę rezerwując ją z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Nie jest tajemnicą, że w wysokim sezonie ceny wszystkich dostępnych jeszcze wówczas ofert windowane są maksymalnie w górę, bo każdy Organizator może śmiało zaryzykować założenie, że w tym specyficznym dla branży turystycznej okresie sprzeda się niemal wszystko i za niemal każdą cenę.

Wakacje last minute: kiedy i dlaczego warto czekać na ostatnią chwilę?

Dobrze więc, zasugerowaliśmy już że dla lipcowo-sierpniowych urlopowiczów, dla rodzin z więcej niż jednym dzieckiem oraz dla osób zwyczajnie lubiących mieć wybór i to niekoniecznie pomiędzy kiepskim a słabym, opcja skorzystania z oferty „first minute” jest zdecydowanie lepsza niż liczenie na tak zwane „lasty”. Kiedy więc one się sprawdzają?

Przede wszystkim poza wysokim sezonem. Jeśli planujecie wyjazd w maju, na początku czerwca lub pod koniec września – spokojnie możecie czekać na świetne propozycje wyjazdów w naprawdę korzystnych cenach. Oczywiście nie wszystkie kierunki będą w tym okresie gwarantowały wspaniałą pogodę bez ani jednego deszczowego dnia, jednak dostępnych jest całe mnóstwo tych, w których słoneczny urlop możecie zaplanować niekoniecznie w szczycie sezonu. Cypr, południowe wyspy greckie, Turcja, Egipt, Madera, Wyspy Kanaryjskie, południowa Hiszpania, Maroko, Wyspy Zielonego Przylądka, Madagaskar, Zanzibar – tutaj na pewno nie zabraknie Wam wakacyjnej pogody również w maju bądź pod koniec września.

Jednocześnie unikniecie wtedy największych tłumów, zapewniając sobie naprawdę przyjemny urlop. Plusem korzystania z oferty „last minute” będzie (oprócz tego oczywistego dotyczącego ceny wyjazdu) możliwość sprawdzenia prognozy pogody na najbliższy tydzień bądź dwa i nierezerwowanie wyjazdu w dane miejsce trochę w ciemno, z nadzieją że może akurat nie będzie padać.

Większość biur podróży, podpisując kontrakty na kolejne sezony, musi zabukować konkretną ilość miejsc zarówno w hotelach, jak i w samolotach na cały sezon. Nie wygląda to tak łatwo i przyjemnie, że rezerwujemy 1/3 samolotu na Cypr na maj i dwa samoloty na lipiec bo wtedy jest więcej chętnych. Upraszczając na potrzeby artykułu, przyjmijmy że Organizator musi wyczarterować cały samolot na każdy wtorek od początku maja do końca października (w takim zwykle okresie zamyka się dla biura podróży sezon letni). O ile nie będzie najmniejszego problemu żeby samolot ten co wtorek zapełnić turystami w lipcu czy sierpniu, o tyle w maju najpewniej duża ilość miejsc pozostanie do ostatniej chwili niesprzedana, co dla turystów skutkować będzie pojawieniem się wyjątkowo korzystnych cenowo ofert „last minute” – za czarter biuro i tak zapłacić musi, więc w takim przypadku bardziej opłaca się sprzedać część miejsc „po kosztach” niż pozwolić by leciały puste.

Allotment i kontrakt: o czym klient biura podróży nie wie

Jedna jeszcze kwestia warta wzmianki przy okazji omawiania tematu wyjazdów last i first minute, to zagadnienie dotyczące już nie przelotów, ale hoteli – allotment i kontrakt. Musimy zdawać sobie sprawę, że każdy Organizator ma różne umowy z hotelarzami na różne hotele.

Jak to się dzieje że obserwujecie na stronie biura X interesujący Was hotel, czekając aż spadnie jego cena, dzień po dniu widzicie że jest jeszcze duża dostępność miejsc, a potem nagle wszystkie ona znikają i oferta figuruje na wybrany przez Was termin jako niedostępna?

Otóż tu właśnie wchodzą do gry dwa wyżej wymienione określenia. Biuro podróży część hoteli ze swojej oferty posiada na tak zwanych kontraktach, w skrócie polega to na tym, że rezerwuje u hotelarza dajmy na to 20 pokoi na każdy termin od maja do października w stosunkowo korzystnej cenie i niezależnie od tego ile z nich sprzeda, musi za nie hotelarzowi zapłacić. Te właśnie hotele będą od czasu do czasu pojawiały się wśród ofert „last minute”, nawet na dzień przed wylotem. 

Pozostałe hotele rezerwowane są przez Organizatora na zasadzie allotmentu – biuro podróży wstępnie umawia się z hotelarzem, że weźmie 12 pokoi na każdy tydzień, jednak z możliwością „zwrócenia ich” jeśli nie uda się sprzedać z odpowiednim wyprzedzeniem, na przykład na miesiąc przed wylotem. Wówczas właśnie ma miejsce sytuacja, w której nagle w połowie kwietnia znika nam z oferty biura hotel, w którym jeszcze wczoraj na końcówkę maja widzieliśmy 6 dostępnych pokoi.

O tym musicie pamiętać jeśli interesuje Was jeden konkretny hotel – że sama informacja o dostępnych w danej chwili pokojach nie będzie dla Was gwarancją, że możecie spokojnie czekać na „lasta” bo przecież jeszcze tyle miejsc zostało.

Ale podobno „nie ma ryzyka, nie ma zabawy” – jeśli chcemy kupić wakacje w świetnej cenie, jeśli możemy wylecieć na nie 15. maja, a możemy też 2. czerwca i nie ma dla nas większego znaczenia czy polecimy do hotelu we wschodniej części Krety czy akurat dostępny będzie inny na zachodniej – wówczas polowanie na „last minute” będzie dobrą wakacyjną zabawą.