W serialu „Podróż za jeden uśmiech” jest scena, w której główni bohaterowie próbują złapać „okazję” na Moście Dębnickim w Krakowie. Stoją, stoją, wypatrują i… nic nie jedzie. Droga jest pusta w obu kierunkach aż po horyzont. W dzisiejszych czasach taki obrazek w centrum to chyba tylko o 8.00 rano w Nowy Rok, a i to niekoniecznie. W Polsce przybyło prawie 1,6 mln samochodów.  Rekordowa liczba aut na polskich drogach to z jednej strony znak, że jesteśmy coraz zamożniejsi, ale także obawa o to, że miasta będą jeszcze bardziej zapchane.

Rekordowa liczba aut – konsekwencje

Wszystkie większe polskie miasta borykają się z problemem korków. Nikogo nie dziwi, że przejazd z jednego krańca miasta na drugi w godzinach szczytu zajmuje prawie dwie godziny i oznacza wleczenie się w ślimaczym tempie, w torsjogennym smrodzie spalin. Parkingi osiedlowe pękają w szwach. Znalezienie wolnego miejsca po 22.00 graniczy z cudem. Kto nie ma szczęścia posiadać miejsca w garażu, ten zatacza coraz szersze kręgi wokół osiedla, nim znajdzie pusty kawałek rozoranego oponami trawnika.

A mimo to samochodów jest coraz więcej. Dwa samochody w rodzinie stały się normą, a kiedy dorosłe dziecko zdobywa prawo jazdy, pojawia się i trzeci. Mimo całkiem nieźle działającej sieci komunikacji miejskiej i tak jeździmy do pracy samochodami. Płatne miejsca parkingowe w centrum miast zachęciły część kierowców do korzystania z formalnych parkingów Park&Ride i nieformalnych, przy centrach handlowych na obrzeżach, ale mimo to w godzinach szczytu głównymi arteriami Warszawy, Łodzi, Poznania, Krakowa, Gdańska (i długo by jeszcze wymieniać) wloką się sznury aut.

Jeśli mieszkamy pod miastem, jazda samochodem do pracy to konieczność. Jeśli mieszkamy w mieście – to również konieczność, choć podszyta wygodą. Po drodze z pracy robimy zakupy, odbieramy dzieci z przedszkoli i szkół. Ułatwiamy sobie życie, ale jednocześnie dokładamy naszą chmurę spalin do smogu, który zbiera śmiertelne żniwo.

Nowe rejestracje aut –  2018 z rekordem, czy w 2019 pobijemy kolejny?

Z danych Instytutu Badania Rynku Motoryzacyjnego wynika, że w 2018 roku sprowadzono do Polski prawie milion używanych samochodów z zagranicy. Do tego zarejestrowano 521 704 nowe samochody osobowe oraz 66 602 auta dostawcze (do 3,5 t). Oznacza to, że w 2018 roku na polskich drogach pojawiło się prawie 1,6 mln samochodów.

Czy możemy przyjąć jeszcze więcej aut? Czy Polacy pobiją kolejny rekord?

Jest to prawdopodobne, ale niekoniecznie oznacza dla nas dobre wiadomości. Do Polski trafiają głównie auta używane, a średnia wieku floty samochodowej w naszym kraju to ciągle kilkanaście lat.

Więcej aut, więcej wypadków?

Na szczęście zwiększanie się liczby samochodów nie oznacza w obecnej sytuacji zwiększenia się liczby wypadków.  W roku ubiegłym było ich nawet mniej –  a to optymistyczny trend. 

Zwiększenie liczby samochodów nie wpłynęło też na wysokość składek OC –  szczęśliwie ceny OC spadają i nic nie wskazuje, żeby miały wzrosnąć.  Średnia cena OC wynosi aktualnie około 1000 zł.