mfind.pl

Raport Akademii mfind powstał w oparciu o dane wojewódzkich komend policji. Porównaliśmy w nim stan bezpieczeństwa na drogach we wszystkich miastach wojewódzkich w Polsce w 2013 roku. Zobacz pełny raport.

Czym różni się jazda po Zielonej Górze, w której policjanci w rubryce „liczba ofiar śmiertelnych” w 2013 roku wpisali cyfrę zero, od ruchu na ulicach niedalekiego Wrocławia, na których zginęło aż 45 osób? Dlaczego ryzyko wypadku w Łodzi jest kilkakrotnie wyższe niż w większości innych dużych miast? I dlaczego w stolicy bezpieczeństwo na drogach tak bardzo spadło? Zapytaliśmy o to przedstawicieli Policji.

Wrocław: pomogła obwodnica

Okazuje się, że nawet najbardziej pomysłowe akcje prewencyjne, czy surowe kary dla piratów drogowych nie wpłynęły tak bardzo na liczbę wypadków, jak stan dróg. Początek remontów, czy otwarcie obwodnic potrafią wywrócić policyjne statystyki do góry nogami.

Autostradowa obwodnica Wrocławia spowodowała, że ruch z centrum miasta w dużej części przeniósł się właśnie tam – komentuje nagły spadek liczby wypadków w stolicy Dolnego Śląska Paweł Petrykowski, rzecznik komendanta wojewódzkiego. Poprawa jest wyraźna. Podczas gdy w 2012 roku w całym powiecie wrocławskim zanotowano 1362 wypadki, rok później liczba ta spadła do 837.

Warszawa: to nie 2013 był zły, tylko 2012 wyjątkowo udany…

Odwrotną tendencję zanotowała Warszawa. W stolicy liczba wypadków wzrosła o 28%. Policjanci tłumaczyli to między innymi… pogodą. Słoneczna i ciepła jesień miała wpłynąć na kierowców, którzy mocniej naciskali na gaz. Ale stołeczni policjanci różnice w statystykach tłumaczyli też szczególnie dobrym rokiem poprzednim. 2012 w Warszawie był wyjątkowo bezpieczny.

Zialona Góra: nie zawsze jest tak dobrze

Podobnym argumentem posługują się też zielonogórscy policjanci. W Zielonej Górze rzecz miała się jednak odwrotnie. To ubiegły rok był wyjątkowo dobry. W mieście nie doszło do ani jednego wypadku śmiertelnego. To ewenement, patrząc na wcześniejsze statystyki, albo na rok obecny, w którym już kilka osób zginęło na drogach.

Łódź: tranzyt przez miasto i ciągłe remonty pogarszają sytuację

Wracając do problemów z infrastrukturą, najbardziej na brak dobrych dróg narzekać mogą mieszkańcy Łodzi. – Cały ruch tranzytowy odbywa się poprzez trasy posiadające status dróg krajowych, wojewódzkich . Trasy te przecinają nasze miasto wszerz i wzdłuż – żali się Marzanna Boratyńska z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. To jedno z niewielu dużych polskich miast, które nie ma obwodnicy. Do tego życie mieszkańcom utrudniają ciągnące się remonty. W efekcie, w 2013 roku doszło tam do rekordowej liczby 1715 wypadków.

Toruń: pomimo remontów dbamy o bezpieczeństwo

Rozkopana za unijne pieniądze Polska nie wszędzie oznacza duże problemy. – Mamy mnóstwo przebudów, ale we współpracy z drogowcami staramy się tak prowadzić objazdy, aby były bezpieczne – przekonuje Wioletta Dąbrowska z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. To miasto również uchodzi za jedno z bezpieczniejszych w Polsce. Na dodatek toruńscy policjanci starają się reagować na wszelkie sygnały o niebezpiecznych miejscach, na przykład dużych reklamach, zasłaniających oznakowanie. Także zielonogórscy policjanci chwalą sobie współpracę z zarządcami dróg, np. gdy trzeba przesunąć albo doświetlić niebezpieczne przejście dla pieszych.

Wypadków i ofiar śmiertelnych w Polsce z roku na rok jest coraz mniej

Ale czy na podstawie miejskich statystyk można stworzyć obraz kierowców z poszczególnych polskich miast? Zdaniem Krzysztofa Hajdasa z Komendy Głównej Policji takie porównania mogą być zwodnicze. – Dobrym przykładem jest Trójmiasto, gdzie w sezonie jest bardzo duża liczba kierowców z całej Polski, jadących nad morze. Innym przykładem jest Warszawa, która jest miastem tranzytowym. Przez stolicę dziennie przejeżdżają setki tysięcy kierowców, także tych, którzy przyjeżdżają do pracy, a tutaj nie mieszkają. W zimie oblężone z kolei jest Zakopane. Zamiast na konkretne miasta, Hajdas woli patrzeć na ogólnopolskie statystyki, które mówią o poprawie bezpieczeństwa. Dzieje się tak, ponieważ drogi są coraz lepsze, policyjne programy prewencyjne przynoszą efekty, a Polacy jeżdżą coraz nowszymi, czyli bezpieczniejszymi samochodami. Niestety jeżdżą cały czas bardzo szybko. Nawet w bezpiecznej Zielonej Górze. – To jest problem, z którym musimy cały czas się mierzyć. Jeszcze nie rozumiemy ograniczeń prędkości i nie stosujemy się do nich – komentuje Jarosław Tchorowski, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego z zielonogórskiej komendy.

Wypadki drogowe w polskich miastach [RAPORT]