Pierwsze co przychodzi nam w takiej sytuacji do głowy, to szalone promocje w galeriach handlowych. Skuszenie się na jedną i drugą promocję, to z jednej strony rozrzutność, a z drugiej – czysta oszczędność, bo przecież zakupione po rabacie. Jednak dziś postanowiliśmy sprawdzić, czy w kwestii ubezpieczeń Polacy również cechują się tak odpowiedzialną postawą? Okazuje się, że przy zakupie zwykłego OC na samochód już na starcie oszczędzamy ponad 12-krotność wpłaconej kwoty. Z danych multiagencji Punkta wynika, że w tym roku jej klienci płacili za OC 669 zł  średnio przy przeciętnej wysokości odszkodowania z obowiązkowej polisy blisko 8,5 tys. złotych (za danymi PIU).

Niemniej, zakup ubezpieczenia dla Polaków to wciąż „ciężki” wydatek. Zdecydowanie wolimy wydawać pieniądze na takie artykuły „pierwszej potrzeby” jak nowa plazma czy egzotyczna wycieczka. Część z nas „oszczędza” także na OC komunikacyjnym, bardziej lub mniej świadomie zapominając o jego wykupieniu. Czy to oszczędność? Nie do końca. Kara za jego brak wynosi kilka tysięcy złotych. W sytuacji, gdy wypadek spowoduje osoba poruszająca się nieubezpieczonym pojazdem, koszta te będą wyższe. O ile? Mogą wynieść nawet kilka milionów złotych.

Ubezpieczeniowe rekordy 

Rekordowe odszkodowania wypłacone w Polsce to przede wszystkim świadczenia dla osób, które ucierpiały w wypadkach komunikacyjnych. I tak np.:

  • Agata K. została ranna w katastrofie polskiego autokaru pod Grenoble, która miała miejsce w 2007 roku. Obrażenia kręgosłupa odniesione w wypadku doprowadziły do paraliżu i w związku z tym poszkodowana porusza się na wózku inwalidzkim. Towarzystwo przyznało kobiecie jedynie 60 tys. zł odszkodowania, po czym sprawa trafiła do sądu, gdzie zapadł wyrok przyznający Agacie K. kolejne 1,1 mln zł oraz 1,7 mln skumulowanej renty. Odszkodowanie: 3 mln zł.
  • 34-letnia Dorota S. także walczyła o odszkodowanie w sądzie. Sparaliżowana na skutek obrażeń poniesionych w wypadku samochodowym żyła z niskiej renty, dopóki nie zapadł wyrok przyznający jej wysokie odszkodowanie oraz 12,3 tys. zł miesięcznej renty. Odszkodowanie: 2,5 mln zł.
  • W 2010 roku miał miejsce wypadek samochodowy, w którym ucierpiał 4,5-letni pasażer. Chłopiec doznał obrażeń, które spowodowały niedowład kończyn oraz niewydolność oddechową. Dzięki kolejnej batalii sądowej małemu pasażerowi zostało przyznane odszkodowanie w wysokości 1,4 mln zł oraz 11 tys. miesięcznej renty. Odszkodowanie: 1,4 mln zł.

Oprócz wysokich odszkodowań Polacy mogą też dochodzić wypłat z tytułu zadośćuczynienia za straty moralne i stres emocjonalny.

Drogie nieubezpieczenie 

A  teraz wyobraźmy sobie, że to my jesteśmy sprawcą któregoś z tych wypadków, a pojazd, którym kierujemy nie ma ubezpieczenia OC. Co wtedy? Wtedy wypłatą odszkodowania poszkodowanym zajmie się Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). Ale to nie koniec. Potem UFG zwróci się do nas o zwrot wypłaconej kwoty. Rekordzista jest winny Funduszowi 4 mln złotych. Jeśliby unikałby zwrotu pieniędzy, pofatyguje się do niego komornik lub windykator.

A jeśli kierowca, który spowodował wypadek, nie jest właścicielem nieubezpieczonego auta? Zapłaci  poniesione przez UFG koszty do spółki z posiadaczem samochodu.

Nawet jeśli nie mówimy o ekstremalnych sytuacjach, to warto wiedzieć, że z roku na rok średnia wysokość odszkodowania z polisy OC rośnie. Jak podaje Polska Izba Ubezpieczeń w I połowie tego roku ubezpieczyciele zlikwidowali 300 tys. szkód i wypłacali średnio co godzinę ponad 1 mln złotych odszkodowań (łącznie 2,3 mld złotych) – mówi Bartłomiej Roszkowski, członek zarządu Punkty.