Cenimy jazdę samochodem – bo szybko i bezpiecznie. Lubimy jazdę na rowerze – bo zdrowo i ekologicznie. Z błyskiem w oku korzystamy z hulajnóg elektrycznych – bo nowe i ekscytujące. W pierwszym przypadku, w kwestii ubezpieczenia nie mamy żadnych wątpliwości – ubezpieczenie OC dla posiadaczy pojazdów mechanicznych jest obowiązkowe, a od tej zasady nie ma absolutnie żadnych wyjątków. Schody zaczynają się w dwóch kolejnych przypadkach – OC dla cyklistów jest dobrowolne, a o ubezpieczeniu dla użytkowników hulajnóg nie wiemy absolutnie nic. A ubezpieczenie takie przydałoby się. Nawet bardzo. I tutaj właśnie zdajemy się dojść do sedna, bowiem ich sytuacja nie jest uregulowana w ogóle. W świetle narastającej popularności hulajnóg na prąd, na jaw wyszły istotne luki w prawie. Efekt? Szykują się zmiany dot. UTO, czyli urządzeń transportu osobistego, które póki co są bardzo nieprecyzyjne.

Użytkownik elektrycznej hulajnogi to – póki co – pieszy

Elektryczne hulajnogi zyskują na popularności. Od jakiegoś czasu atmosfera wokół tego tematu sukcesywnie się zagęszcza, ale bynajmniej nie z powodu ich zalet. Swego czasu małą konsternację wywoływał fakt, że użytkownicy nie wiedzieli gdzie według prawa mogą się nimi poruszać. Jedni jeździli na elektrycznych hulajnogach po ulicy i lawirowali nimi wśród rozpędzonych aut. Inni pokonywali chodniki, udając pieszych. Kolejni próbowali wtopić się w tłum na drodze dla rowerów.  A jeszcze kolejni, zapatrzeni na jednych i drugich, sami nie wiedzieli co robić. Problem nie leżał jednak w niezdecydowaniu użytkowników, a przepisach, które albo się wykluczają, albo których brak. Wszelkie wątpliwości rozwiało jednak Ministerstwo Infrastruktury, które wytłumaczyło, że miejsce elektrycznych hulajnóg jest na chodniku, a użytkownicy urządzeń transportu osobistego traktowani są jako piesi. Dzięki temu przez pewien czas, w tym spornym temacie, nastał spokój. Aż do czasu…

Wypadek elektryczną hulajnogą: co z odpowiedzialnością?

Badania wykazują, że wypadkowość hulajnóg elektrycznych może być nawet 25-krotnie większa niż w przypadku rowerów miejskich. Kontrowersje wokół elektrycznych hulajnóg narosły po raz kolejny, gdy doszło właśnie do wypadku z ich udziałem. Na Krakowskim Przedmieściu rozpędzony nastolatek wjechał hulajnogą w kobietę. Ta, poturbowana trafiła do szpitala. Kto był odpowiedzialny? Kto poniósł konsekwencje? Poszkodowana. Dlaczego? Stwierdzono, że to zachowanie pieszej doprowadziło do wypadku, ponieważ „nagle zmieniła pozycję”. W świetle przepisów:

    „Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo gdy ustawa tego wymaga – szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie”.

Nie jest to jednak jedyny taki przypadek… Ostatnimi czasy, co chwilę docierają do nas informacje mówiące o kolejnych wypadkach z udziałem elektrycznych hulajnóg.

Zaznaczmy, że w rozumieniu przepisów o dopuszczeniu pojazdów do ruchu, hulajnoga – póki co – pojazdem nie jest. Wobec tego osoba poruszająca się hulajnogą to także pieszy. W tym przypadku, jednak to zachowanie kobiety zostało uznane za niebezpieczne, za co otrzymała ona mandat. Co jednak w sytuacji, kiedy zdarzenie to byłoby jeszcze bardziej tragiczne w skutkach? Z takim przypadek mieliśmy do czynienia już w 2016 roku, kiedy to 10-letni chłopak jadący elektryczną hulajnogą wjechał na przejście dla pieszych. Choć miał zielone światło, dostał się pod podwozie autobusu. W wyniku odniesionych obrażeń zmarł. Sprawa trafiła do sądu, a zadaniem sędzi było orzeczenie o winie i wskazanie sprawcy. Wówczas stwierdzono, że:

    ”Nie sposób uznać, że poruszanie się przez małoletniego po chodniku przedmiotem mogącym rozwijać prędkość ponad 20 km/h było prawidłowe”.

Orzeczenie to jednak kłóci się z aktualnie obowiązującym przepisem mówiącym, że miejsce hulajnóg jest na chodniku, a osoba poruszająca się nimi jest pieszym. Przynajmniej póki co…

Zmiany, zmiany… czyli przepisy, które nie mówią absolutnie nic

W świetle rosnącej popularności elektrycznych hulajnóg, ktoś jednak postanowił się ku nim pokłonić. Do tej pory hulajnogi na prąd nie zostały prawnie uznane za urządzenia dopuszczone do ruchu drogowego, jednak zgodnie z zapowiedziami, wkrótce ma to się zmienić. W pierwszym tygodniu maja, Ministerstwo Infrastruktury poinformowało, że projekt ustawy traktującej hulajnogi jako pojazd, jest już praktycznie gotowy. 7 czerwca 2019 roku przedstawiono propozycje zmian dwóch ustaw: prawo o ruchu drogowym oraz o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Zmiany, które zapowiedziano już wywołały falę krytyki. Dlaczego?

    Zmiany zakładają że UTO, w tym hulajnogi elektryczne, będą uważane w przepisach jednak  za pojazdy i traktowane podobnie do rowerów. Dopuszczalna prędkość, jaką będą mogły rozwinąć nie będzie mogła przekroczyć 25 km/h. W świetle prawa, hulajnogi elektryczne będą mogły poruszać się po szlakach rowerowych – drogach, pasach, ciągach pieszo-rowerowych.

Co jednak w sytuacji, gdy takich nie będzie w pobliżu? Wówczas hulajnogiści będą mogli wyjechać na jezdnię. Jest tylko jeden warunek – na danym odcinku drogi musi obowiązywać ograniczenie prędkości do 30 km/h. A co jeśli dozwolona prędkość jest większa? „W wyjątkowych okolicznościach” na hulajnodze będzie można jechać powoli i ze szczególną ostrożnością po chodniku, a tam ustępować pierwszeństwa pieszym”. Efekt? Według zapowiadanych zmian, hulajnogiści będą mogli jeździć trochę tu, trochę tu. Z innych „ciekawostek”? Planowane jest zakazanie poruszania się hulajnogami osobom poniżej 10 roku życia i przewożenia innych osób. Dodatkowo, zalecanym wyposażeniem ma być kask.

Jeśli jednak komukolwiek przypadły do gustu te nie do końca sprecyzowane zmiany i zechciałby odetchnąć z ulgą – ostrożnie! Wszelkie zmiany mają wejść w życie prawdopodobnie dopiero z nowym sezonem na hulajnogi, a konkretniej w 2020 roku.

Wypadek elektryczną hulajnogą: co z ubezpieczeniem?

Tutaj pojawia się pytanie, jakie zmiany w branży ubezpieczeniowej przyniesie ustawa regulująca poruszanie się elektryczną hulajnogą. Nie da się ukryć, że jest to nowego rodzaju ryzyko, które daje dość duże pole do popisu towarzystwom, ale może także przyczynić się do rozwoju ubezpieczeń dla użytkowników indywidualnych i firm. Patrząc jednak prawdzie w oczy – nowe ubezpieczenia nie są tak naprawdę niezbędne. Już dziś możemy zabezpieczyć się na wypadek różnych zdarzeń związanych z poruszaniem się elektryczną hulajnogą. Szkody wyrządzone osobom trzecim pokryje ubezpieczenie OC w życiu prywatnym. W obliczu rosnącej liczby wypadków przyda się także ubezpieczenie NNW, które zagwarantuje wsparcie finansowe w razie wypadku czy utraty zdrowia.

 

Elektryczne hulajnogi na minuty: hulajnogi hive już w Warszawie