Niedawno miałam dostarczyć towar w jedno miejsce. Podczas drogi mijałam się z kolegą, który właśnie stamtąd wracał. Zadzwoniłam do niego i zapytałam, jak dokładnie tam dojechać i jak mniej więcej wygląda wjazd na budowę. On zaczął mnie straszyć: „Aga, tam jest tak wąsko, że nie wejdziesz. Kurczę, współczuję ci!”. Gdy to usłyszałam, pot mnie zalał ze stresu, bo pracuję dopiero od 5 miesięcy i cały czas mam problemy z wąskimi wjazdami. Dojeżdżam na miejsce i rzeczywiście widzę, że jest kiepsko. No ale myślę sobie: „Muszę wjechać, nie mam wyjścia”. Poszłam więc na budowę potwierdzić, że przyjechałam, a pracownicy na widok baby w ciężarówce zachowywali się niemal tak, jakby zobaczyli Boga – ich zdziwienie było niewiele mniejsze niż gdyby stanęli przed obliczem Stwórcy. 

Powiedziałam, że mam problemy z cofaniem i nie wiem, czy wjadę, ale oni okazali się tak życzliwi, że stres mi odpuścił. Z ich pomocą wjechałam bez problemu. Na koniec poczęstowali mnie kawą. Niby mały gest, ale bardzo cieszy – mówi Agnieszka Dąbrowska, która wraz z mężem w 2015 roku otworzyła własną działalność. 

Najpierw jedynym kierowcą w firmie był jej mąż, więc umieścili ogłoszenie o poszukiwaniu drugiego. Nikogo nie udało się znaleźć, a oni stwierdzili, że w tej sytuacji nie ma co zajmować się tym dalej, skoro pani Agnieszka 11 lat wcześniej zdała egzamin prawo jazdy. 

Głównie dzięki instruktorowi – mój tata i brat jeździli od zawsze, ale niestety brat zginął podczas pracy w czasie, gdy robiłam kurs. Rodzice zabronili mi go kontynuować, ale za namową instruktora jednak go ukończyłam – mówi Agnieszka Dąbrowska.

A w przypadku kobiet zdawanie egzaminu kategorii C+E to prawdziwa rzadkość. Według danych CEPiK z 2016 roku uprawnienia do kierowania pojazdami ciężarowymi z przyczepą uzyskało 377 kobiet i 26 348 mężczyzn. Wyraźnie więc widać, że kobiet za kółkiem ciężarówek jest zdecydowanie mniej.

 Tylko że od zdania egzaminu pani Agnieszka w ogóle nie jeździła. Skupiła się na życiu rodzinnym – wyszła za mąż, urodziła troje dzieci. Dziś prowadzi ciągnik siodłowy z naczepą, jeździ dla firmy produkującej beton – oprócz samego przewozu materiału musi zabezpieczyć towar i odbezpieczyć ładunek w miejscu rozładunku. 

Kierowca wyścigowy? Pracowity, uparty i konsekwentny

DN-2 – czy coś Wam to mówi? Z pewnością tak, jeśli interesujecie się wyścigami samochodowymi, ale w innych przypadkach – niekoniecznie. „DN” to skrót od „dywizji narodowej”, a 2 oznacza klasę II, czyli samochody o pojemności do 2000 cm3

To właśnie w kategorii tych samochodów zadebiutowała w 2018 roku w mistrzostwach Polski Anna Ganczi Gańczarek-Rał, od razu je wygrywając i uzyskując mistrzowski tytuł.

Anna Gańczarek-Rał

Anna Gańczarek-Rał

Od zawsze lubiłam samochody, prowadzenie auta i spędzanie w nim czasu. Sprawiało mi to dużą radość, a prawo jazdy było wyczekiwanym i upragnionym dokumentem. Jazda cywilnym autem po ulicach w niczym nie przypomina jednak tej sportowej – po torze czy trasie wyścigu górskiego. O tym, że chcę jeździć zdecydowała pierwsza wizyta na torze. Nie wiedziałam jednak, że motoryzacja i wyścigi samochodowe tak mocno wkroczą w moje życie i będę regularnie pojawiać się na zawodach i treningach. 

Jestem absolwentką dziennikarstwa i w momencie postępowania mojej pasji pracowałam w zawodzie. Już wtedy brałam udział w amatorskich zawodach dziennikarzy i uczestniczyłam w konferencji przed rajdem, na której miałam możliwość poznać ludzi ze świata motorsportu. Wszystkie wydarzenia spójnie się połączyły.  

Anna Gańczarek-Rał najpierw zaczęła interesować się imprezami amatorskimi – na początek wzięła udział w dniu otwartym na Torze Poznań – na wydarzenie może przyjechać każdy posiadacz prawa jazdy. Nie są potrzebne ani licencja, ani specjalny samochód.

Tak bardzo mi się spodobało, że postanowiłam zrobić wszystko, aby na jednym takim wydarzeniu w moim życiu się nie zakończyło. Od tego momentu zaczęłam pojawiać się na tego typu zawodach, startując w nich moim zwykłym cywilnym autem, w którym zmieniałam jedynie opony. Szybko okazało się, że mało rzeczy w życiu sprawia mi tyle radości, co jeżdżenie i z czasem moim marzeniem stały się starty w Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski – tu potrzebna była już licencja i odpowiedni samochód z klatką. Aby ją uzyskać, należy wstąpić do automobilklubu i zrobić licencję wyścigową, poprzedzoną kursem i egzaminem. Następnie zaczęłam kombinować, do jakiego samochodu mogłabym się przesiąść, wstawić klatkę i w jakiej klasie wystartować. 

Za kierownicą liczą się umiejętności, a nie płeć

Czy ściganie się samochodami i kierowanie ciężarówkami są tak bardzo męskimi zawodami, jak się stereotypowo wydaje?

Ja spotkałam tylko 4 babki za kółkiem, od kiedy zaczęłam jeździć. Nadal jest nas za małow firmie, w której pracuję, jestem jedyną kobietą. Czy mężczyźni się dziwią? Pewnie. Dla nich wciąż jest to dużym zaskoczeniem. Najbardziej jednak zdziwieni są faceci pracujący na budowie, często słyszę: „baba nie da rady tutaj wjechać”. Wtedy pojawia się u mnie myśl: „ja wam pokażę!”. Chociaż cała trzęsę się w czasie cofania, z dumą wychodzę z auta, jak już wyjadę – mówi Agnieszka Dąbrowska.

Anna Gańczarek-Rał jest mistrzem Polski w klasie, w której nie obowiązują osobne klasyfikacje kobiet i mężczyzn. Nie ma ich także w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski, w których startuje ona wyłącznie z mężczyznami (jest jedyną kobietą na ponad 100 zawodników).

Czy podziały ze względu na płeć mają w ogóle w wyścigach samochodowych sens i czy to, że ktoś jest kobietą czy mężczyzną ma wpływ na to, jak dana osoba jeździ? 

Myślę, że różnice wynikają głównie z doświadczenia i zaangażowania, a sukces w wyścigach bardzo często sprowadza się do bycia upartym. Nie mogę porównywać się z chłopakami, którzy w motorsporcie mają o wiele dłuższy staż i o wiele więcej przejechanych sezonów. W ubiegłym sezonie brałam udział w zawodach FIA Hill Climb Masters we Włoszech. Byłam jedyną kobietą w reprezentacji Polski podczas tych prestiżowych, organizowanych co dwa lata, wyścigów górskich. Byłam tam najmłodszą zawodniczką, spotkałam niesamowicie motywujące dziewczyny, na przykład Gabriellę Pedroni, która właśnie dzięki swojemu doświadczeniu niczym nie odstawała od rywalizujących z nią w klasie mężczyzn.

Czy kobietom w tych „męskich” zawodach jest łatwiej czy trudniej? Agnieszka Dąbrowska zaznacza, że różnie to bywa – w końcu kobieta prowadząca ciężarówkę budzi taką samą reakcję jak mężczyzna-kosmetyczka – na początku jest zawsze wielkie zdziwienie. Później zaczyna być już łatwiej, choć wszystko zależy od tego, z kim się pracuje.

– Ja na szczęście na początku jeździłam razem z mężem. Dwoma samochodami, ale w to samo miejsce. Z tyłu głowy zawsze miałam tę myśl, że w razie czego jest ktoś, kto mnie mnie wesprze np. podczas cofania. Szczerze mówiąc, bez niego bym sobie nie poradziła. W chwilach zwątpienia zawsze mnie podnosił na duchu i motywował, mówiąc: „ty nie dasz rady?”. Dzięki niemu nadal jeżdżę i jestem pewniejsza siebie.

Agnieszka Dąbrowska

Agnieszka Dąbrowska

Czy płeć, która wyróżnia kobiety w męskim samochodowym świecie może być niekiedy zaletą? W końcu kobietę w takim środowisku znacznie łatwiej zauważyć. 

Kobiety, zwłaszcza na początku, oprócz pokonywania trasy, muszą walczyć ze stereotypami, czasem z pobłażliwością innych i traktowaniem ich z przymrużeniem oka. Do plusów można zaliczyć medialność. Dużo jest chłopaków, którzy chcą się ścigać, dziewczyn zdecydowanie mniej. Moim zdaniem tu jednak też pojawia się pułapka i nie fajnie jest tworzyć swój wizerunek, opierając się jedynie na byciu dziewczyną w motorsporcie – mówi Anna Gańczarek-Rał.

Bo w tej dziedzinie, jak i podczas jeżdżenia ciężarówką, sprawdzają się cechy właściwe konkretnemu człowiekowi, a nie przedstawicielowi danej płci. Konsekwencja, opanowanie, umiejętność skupienia się, połączenie odwagi i rozsądku to tylko niektóre z nich – a przecież akurat odwagę stereotypowo przypisuje się mężczyznom za kółkiem, a rozsądek – kobietom.

Określenia „jeździsz jak baba” używamy, niezależnie od płci, w odniesieniu do osoby, która nie potrafi prowadzić, czy jeździ zbyt wolno. Patrząc na niektóre kobiety w motosporcie uważam, że powinno się stosować to określenie raczej jako niezły komplement – mówi Anna Gańczarek-Rał.

Na koniec warto zapytać nasze rozmówczynie: „Co sądzicie o kulturze polskich kierowców?”. 

Z tym bywa różnie. Jeśli chodzi o kierowców ciężarówek, zdecydowanie nie lubią zbyt wolnej jazdy. Podczas mojego pierwszego kursu nie jechałam szybciej niż 60 km/h i ciągle słyszałam przez CB Radio: „Kolego z tymi betonami, bujaj się, bo wleczesz się i blokujesz ruch”. Gdy w końcu się odezwałam, usłyszeli damski głos i dostali informację, że jadę pierwszy raz, trochę się uspokoili. Ogólnie starają się być pomocni i kulturalni – mówi Agnieszka Dąbrowska

Jakie są największe grzechy Polaków na drogach według Anny Gańczarek-Rał? 

Zdecydowanie blokowanie lewego pasa i, co za tym idzie, niepatrzenie w lusterka.