Kalkulator OC i AC - szybki i dokładny
do 76 ofert ubezpieczenia

Porównaj i oszczędź nawet 517 zł na OC
5 minut wypełniania formularza
pełne, wiarygodne porównanie nawet 76 ofert
możliwość zakupu online każdej oferty

  • Proama
  • Link4
  • Liberty
  • PZU
  • Gothaer
  • AXA
  • Aviva
  • Benefia

Zadośćuczynienia z OC po katastrofie smoleńskiej – teraz każdy chce po 250 tys. złotych

Foto by: Serge Serebro, http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/
mfind.pl

Casus smoleński – ugoda, nie wyrok

Po blisko trzech latach od katastrofy prezydenckiego samolotu, w kwietniu 2013 roku Polskę obiegła informacja o wypłaceniu zadośćuczynień w sumie 270 krewnym ofiar katastrofy smoleńskiej. Każda osoba, która zdecydowała się na podpisanie ugody, otrzymała 250 tys. złotych zadośćuczynienia. Do osób, które mogły ubiegać się o tę kwotę, Prokuratoria Wojskowa reprezentująca Skarb Państwa zaliczała jedynie najbliższą rodzinę czyli współmałżonków, rodziców oraz dzieci.

Słowem-kluczem jest tutaj „ugoda”. Oznacza to, że zaproponowana kwota nie była wynikiem wyroku sądu a rozwiązaniem, na które zgodziły się obie strony (rodziny i Skarb Państwa). Skąd pomysł na polubowne rozwiązanie kwestii zadośćuczynienia?

Po pierwsze, dzięki temu rodziny ofiar nie musiały przechodzić żmudnego procesu dochodząc swoich praw w sądzie. Po drugie, ewentualne rozstrzygnięcie sądowe mogłoby okazać się mniej korzystne , ponieważ sądy mogłyby wydać różne wyroki w indywidualnych sprawach. Po trzecie w końcu, Skarb Państwa przejął w tej sytuacji rolę ubezpieczyciela. Bowiem zgodnie z prawem samoloty wojskowe (w przeciwieństwie do cywilnych) nie muszą być ubezpieczone, a TU-154M takiego ubezpieczenia nie posiadał. Ponadto większość ofiar nie miała wykupionych polis na życie.

– Na uwagę zasługuje jeszcze jeden fakt, że to jest świadczenie tylko tytułem zadośćuczynienia. Nikt nie wspomina tu o świadczeniach odszkodowawczych, przyznanych rentach, świadczeniach związanych z pochówkiem, wsparciem udzielonym przez rząd rodzinom, jednorazowych świadczeniach wypłacanych rodzinom – wyjaśnia Krzysztof Kawałowski, właściciel Kancelarii odszkodowawczej APU Pomoc.

Osoby, które chciały ubiegać się dodatkowo o odszkodowanie, mogły dochodzić swoich praw w sądzie.

Z kolei dla dalszych krewnych, których ugoda nie obejmowała, Ministerstwo Obrony Narodowej nie zdecydowało się na podobne rozwiązanie. Stąd po katastrofie smoleńskiej do sądów trafiło kilkadziesiąt pozwów o odszkodowanie i zadośćuczynienie, które wnieśli krewni inni niż rodzice, współmałżonkowie czy dzieci. W tych sprawach o ewentualnych kwotach do wypłacenia decydował sąd na podstawie złożonej przez powodów dokumentacji i zeznań.

Zadośćuczynienie i odszkodowanie to nie to samo

Dla większości ludzi pojęcia odszkodowania i zadośćuczynienia są tożsame. Mimo, że w obu przypadkach oznacza to wypłatę kwoty pieniężnej dla poszkodowanego lub jego najbliższej rodziny, to oznaczają one zupełnie co innego.

O odszkodowaniu można mówić w chwili, kiedy poniesiona strata ma charakter materialny i istnieje możliwość jej wyceny. O odszkodowaniach najczęściej usłyszysz zatem w kontekście wypadków komunikacyjnych. Odszkodowaniem będzie wypłata od ubezpieczyciela sprawcy, która ma pokryć koszty naprawy samochodu czy zwrot kosztów leczenia po zdarzeniu komunikacyjnym. Generalizując – odszkodowaniem będzie wszystko to, co dostaniesz od ubezpieczyciela jako poszkodowany, a co mogło zostać wycenione. Z kolei po tragicznej śmierci w wypadku odszkodowanie może być wypłacone np. ze względu na pogorszenie się sytuacji życiowej rodziny gdy ofiara była jedynym albo głównym żywicielem bliskich.

W przypadku zadośćuczynienia chodzi o szkody o charakterze niematerialnym. Przykładowo, poszkodowany może ubiegać się o zadośćuczynienie za doznany ból fizyczny czy pogorszenie stanu zdrowia, które nastąpiło w wyniku wypadku komunikacyjnego. Tutaj największym problemem jest mierzalność, czyli przełożenie czegoś, co ma charakter niematerialny, na wysokość wypłaconej kwoty. Dlatego każdy przypadek, gdzie poszkodowany ubiega się o zadośćuczynienie, jest rozpatrywany przez ubezpieczyciela lub sąd indywidualnie.

W 2008 roku do kodeksu cywilnego został dodany zapis mówiący, że sąd może przyznać członkom rodziny zmarłego zadośćuczynienie pieniężne za doznane krzywdy. I znowu pojawia się problem zmierzenia krzywd – czy ból po stracie bliskiego jest taki sam dla współmałżonka i dziecka ofiary? Czy osoba, która lepiej psychicznie radzi sobie z tragedią, powinna otrzymać niższe zadośćuczynienie niż dalszy członek rodziny, który w wyniku tragedii doznał załamania nerwowego? Na te pytania bardzo trudno odpowiedzieć, dlatego wyroki sądów są w takich sprawach bardzo różne, chociaż pojawia się pewien kierunek, w którym zmierza orzecznictwo.

Casus smoleński a zadośćuczynienia z OC

Od podania pierwszych informacji o ugodach Skarbu Państwa z rodzinami ofiar smoleńskich na tzw. casus smoleński zaczęło powoływać się coraz więcej rodzin, których bliscy zginęli w wypadkach komunikacyjnych. Oprócz odszkodowań, zaczęli domagać się od ubezpieczycieli dużych sum w ramach zadośćuczynienia za doznane krzywdy. Nieskorzy do wypłacania wysokich roszczeń ubezpieczyciele są coraz częściej pozywani przez bliskich zmarłych osób do sądu.

Czy zatem żądanie 250 tysięcy zadośćuczynienia za śmierć bliskiego, przez powoływanie się na ugodę z rodzinami tragicznie zmarłych w Smoleńsku jest solidnym argumentem dla polskiego wymiaru sprawiedliwości? Okazuje się, że niekoniecznie. Dlaczego? – Ugoda zawarta pomiędzy rodzinami a Skarbem Państwa jest umową cywilnoprawną, której kształt został określony przez strony. Nie sądzę, aby ustalone kwoty były wynikiem analizy orzecznictwa i przesłanek wynikających z przepisu kodeksu cywilnego – tłumaczy Andrzej Gryczka z kancelarii prawnej AnLex i jednocześnie dodaje – Sądy nie mogły i nie mogą traktować tego jako wskazówki, mając do dyspozycji treść przepisu i orzecznictwo.

Wyroki sądów zdają się to potwierdzać. Przed dwoma laty głośno było o sporze na linii rodzina zmarłego 19 latka – ubezpieczyciel. Kancelaria, która reprezentowała rodzinę, domagała się zadośćuczynienia w wysokości 1 mln złotych – po 250 tys. zł dla każdego członka rodziny, powołując się właśnie na ugodę Skarbu Państwa z bliskimi ofiar smoleńskiej katastrofy. Sąd nie przychylił się do tego wniosku i zasądził po 135 tys. złotych zadośćuczynienia dla rodziców oraz po 115 tys. złotych dla dwójki rodzeństwa zmarłego. Doliczając do tego kwoty odszkodowań rodzina miała otrzymać od ubezpieczyciela w sumie 600 tys. złotych.

O podejściu polskich sądów do casusu smoleńskiego może świadczyć też znana wśród prawników anegdota w postaci zdania jednego z sędziów, który podobno, poza protokołem, zwrócił się do pełnomocnika powoda, który żądał wysokiego zadośćuczynienia powołując się na wspominaną ugodę i zapytał „Czy mecenas zdaje sobie sprawę, że Łódź to nie Smoleńsk?”.

Nie oznacza to jednak, że polskie sądy umyślnie zaniżają zadośćuczynienia na rzecz bliskich ofiar wypadków. Sądy nie traktują ugody Skarbu Państwa z rodzinami jako sytuacji wyjściowej, ponieważ nie ma ona charakteru orzecznictwa, czyli nie jest tożsama z wyrokiem sądowym. Casus smoleński mógłby zatem być prędzej punktem odniesienia do zawierania ugody między poszkodowanym/bliskim zmarłego a ubezpieczycielem (co oczywiście w praktyce raczej nie będzie miało miejsca).

Ponadto, w polskim systemie prawnym nie mamy do czynienia z prawem precedensu. Dlatego z pozoru podobne sprawy mogą być przez sądy rozstrzygnięte zupełnie inaczej, bo dotychczasowe orzecznictwo jest traktowane tylko jako wskazówka to podjęcia decyzji.

Ważne jest również to, że wypłata odszkodowania czy zadośćuczynienia nie może prowadzić do wzbogacenia się poszkodowanego czy jego rodziny, a ma być tylko materialną próbą wynagrodzenia krzywd o charakterze materialnym i niematerialnym.

Wysokość przyznawanych zadośćuczynień wzrasta

Powoływanie się na casus smoleński w sądzie raczej nie przyniesie pożądanych efektów. W związku z tym fala procesów, gdzie pozywający używali go jako argumentu, już opadła i obecnie, ze względu na orzecznictwo sądowe właśnie, odchodzi się od obierania kwoty wyjściowej zadośćuczynieni w wysokości 250 tysięcy złotych. Potwierdza to Andrzej Gryczka: – Analizując orzecznictwo trudno uznać, że kwota 250 tys zł. zadośćuczynienia jest kwotą wyjściową. Większość prawników jako wyjściowe przyjmuje kwoty niższe, a wynika to właśnie z orzecznictwa sądowego.

O tym, że nie warto powoływać się na ugodę smoleńską mówi też Krzysztof Kawałowski – Czy bliscy mogą się powoływać na ugodę Skarb Państwa-Smoleńsk? Z mojej praktyki wynika, że nie i nie powinni tego robić. Jednocześnie zauważa bardzo duże dysproporcje w zasądzanych zadośćuczynieniach w okresie, gdy rodzinom smoleńskim przyznano wysokie zadośćuczynienia: –  Ogromną różnicę w przyznawanych świadczeniach widać było szczególnie w okresie przyznania tych kwot rodzinom zmarłych w katastrofie smoleńskiej. Osobiście nie znałem i nie słyszałem o świadczeniu przyznanym na poziomie 250 tys. złotych dla osób najbliższych. Co więcej, kwoty świadczeń przyznawane w tamtym okresie i obecnie z tytułu śmierci osoby najbliższej były różne z uwagi na stopień pokrewieństwa i wieź emocjonalną – inną kwotę otrzymywała żona, inną dzieci kilkuletnie, nastolatkowie, rodzice a jeszcze inną rodzeństwo. A tu takiego rozróżnienia nie zastosowano. Krzysztof Kawałowski za przykład ze swojej praktyki podaje największe świadczenie jakie udało się wywalczyć jego kancelarii: dla rodziców zmarłego na poziomie 150 tys. zł i dla siostry 80 tys.

Jednak mimo tego że kwoty zasądzane przez polski wymiar sprawiedliwości są prawie zawsze niższe niż te, będące wynikiem ugody Skarbu Państwa z rodzinami smoleńskimi, to nie można nie zauważyć, że i one w ostatnich latach wzrosły. Jeszcze kilka lat temu widełki zadośćuczynień dla najbliższych ofiar wypadków komunikacyjnych wynosiły 10 – 60 tys. zł, a jedynie w pojedynczych sprawach zdarzały się świadczenia sięgające 100 tys. zł. Dzisiaj zasądzane zadośćuczynienia oscylują w granicach 80 – 100 tys. zł. Zdaniem Andrzeja Gryczki może to być pośrednio efekt casusu smoleńskiego.

Ludzie coraz śmielej zaczynają domagać się swoich praw i przestają traktować kwestię zadośćuczynienia jako coś wstydliwego, coś co może być odebrane jako chęć wzbogacenia się na śmierci bliskiej osoby. Poza tym, mimo że wypłacanie świadczeń na poziomie 250 tys. zł raczej się nie zdarza, to sam fakt zaoferowania takich pieniędzy jest i dla sądów i dla rodzin zmarłych sygnałem, że zasądzane jeszcze kilka lat temu kwoty były stanowczo za małe.

Pomysły na usystematyzowanie wysokości zadośćuczynień

Coraz więcej spraw, w których bliscy ofiar domagają się zadośćuczynienia, powoduje konieczność podjęcia prób stworzenia pewnych zasad, na podstawie których takie świadczenia byłyby przyznawane. Nie jest to jednak łatwe ze względu na niematerialny charakter doznanych krzywd po śmierci bliskiej osoby.

Są więc zwolennicy wypłacania niskich roszczeń, co uzasadniają symboliczną koniecznością rekompensaty bólu. Na przeciwko nich są agitatorzy na rzecz wysokich, kilkusettysięcznych sum ubezpieczenia, które byłyby uznane przez społeczeństwo ze względu na wagę problemu. Są też ubezpieczyciele, dla których ustalenie jakichkolwiek ram w wysokości wypłacanych świadczeń pozwoliłoby na dokładniejszą politykę zarządzania rezerwami. Jednak przede wszystkim są poszkodowani i ich rodziny, dla których niższe niż w innych przypadkach zadośćuczynienie może być dodatkowym ciosem i wywołać poczucie niesprawiedliwości społecznej.

Analizy trendów w orzecznictwie i ugodach dotyczących zadośćuczynień podjął się Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych, według którego uśredniona kwota między 100 a 200 tys. złotych wydaje się być adekwatna do trudnej do oszacowania krzywdy po tragicznej śmierci bliskiej osoby. Nie jest ona bowiem ani za wysoka ani za niska: – Przyjęcie takich kierunków rozwiązań systemowych znajduje uzasadnienie w utrwalonej judykaturze Sądu Najwyższego, która wskazuje, że zadośćuczynienie musi mieć wysokość odczuwalną w taki sposób, aby w mniemaniu poszkodowanego szkoda została naprawiona, a w związku z tym wywołała pewne odczucie sprawiedliwości, dlatego też powinna być odpowiednio wysoka – argumentował Aleksander Daszewski w swojej publikacji w Monitorze Ubepieczeniowym w czerwcu 2013 roku.

I faktycznie, jeden z wyroków Sądu Najwyższego zdaje się to potwierdzać. W 2012 roku przyznał on 105 tys. zł zadośćuczynienia dziecku po śmierci matki. W uzasadnieniu wyroku, Sąd wyraźnie podkreślił, że „aktualny poziom życia społeczeństwa polskiego uzasadnia, że odpowiednim zadośćuczynieniem za krzywdę powoda w rozumieniu art. 446 § 4 k.c., jest kwota 105 000 zł, która spełni funkcję kompensacyjną, a także będzie społecznie uzasadniona i nie prowadzi do bezpodstawnego wzbogacenia”.

Zanim jednak uda się usystematyzować wysokość zadośćuczynień w stopniu chociaż odrobinę większym niż na podstawie trendów w orzecznictwie, minie jeszcze zapewne bardzo dużo czasu, o ile w ogóle takie uporządkowanie może mieć miejsce. Przede wszystkim dlatego że ludzkie życie jest bezcenne, a bólu i doznanych krzywd po stracie najbliższych nie da się zmierzyć jedną skalą.

Podsumowanie

  • Członkowie najbliższych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej otrzymali od Skarbu Państwa po 250 tys. zł tytułem zadośćuczynienia.
  • Ta kwota była wynikiem ugody, a nie wyroku sądu, co sprawia, że rodziny ofiar wypadków drogowych nie mogą skutecznie powoływać się na casus smoleński.
  • Zadośćuczynienia dla rodzin ofiar smoleńskich spowodowały wzrost roszczeń zgłaszanych przez bliskich osób, które zginęły w wypadkach.
  • Obecnie zasądzane zadośćuczynienia często oscylują w granicach 80 - 100 tys. zł.
  • Szkody niematerialne, do jakich zalicza się utrata bliskiej osoby, są w każdym przypadku rozpatrywane indywidualnie - tu nie ma żadnego "cennika".

Politolog w ubezpieczeniach. Aktualnie student SGH i pracownik jednego z towarzystw ubezpieczeniowych. W wolnych chwilach dźwigam ciężarki, czytam kryminały i podnoszę umiejętności kulinarne, najczęściej słuchając przy tym polskiego hip-hopu.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
wpDiscuz