Samochody elektryczne kojarzą się przede wszystkim z ekologią. Zaraz za nią na myśl przychodzi ich wysoka cena. I choć aktualnie na europejskich drogach bezkonkurencyjne pozostają silniki benzynowe, szacuje się, że niedługo sytuacja ta ma się zmienić i statystyki będą prezentować się bardziej optymistycznie. Unia Europejska rozpoczęła właśnie negocjacje w sprawie nowych standardów w sprawie emisji dwutlenku węgla. Jakie będą tego efekty?

Auto elektryczne w Europie: rzeczywistość kontra oczekiwania

Szacuje się, że w 2030 roku napęd elektryczny ma być w co trzecim nowych samochodzie rejestrowanym w Unii Europejskiej. Brzmi imponująco. A jak prognozy te mają się do aktualnej sytuacji na rynku samochodów elektrycznych?

Rok 2017 był dla samochodów elektrycznych przełomowy. Po raz pierwszy w historii sprzedano ponad milion nowych aut napędzanych elektrycznie. Bezkonkurencyjnym liderem w tym segmencie pozostają Chiny, gdzie na 25 mln zarejestrowanych nowych aut, ponad 400 tys. sztuk stanowią te z silnikami elektrycznymi. Podobnie sytuacja wygląda w Europie, gdzie w 2017 roku zarejestrowano niespełna 150 tys. nowych samochodów elektrycznych. Oznacza to, że w stosunku do roku 2016 wzrost sprzedaży wynosi dokładnie 45,3 proc. Samochody elektryczne cieszyły się największą popularnością w Norwegii, Niemczech oraz Wielkiej Brytanii. Co zmieniło się po pierwszym półroczu 2018 roku? Na którym miejscu w europejskim zestawieniu plasuje się Polska?

Polska na przedostatnim miejscu w Europie

Według raportu opublikowanego przez Stowarzyszenie Europejskich Producentów Samochodów (ACEA) obejmującego dane z pierwszego półrocza 2018 roku wynika, że Polska znajduje się na przedostatnim, 9. miejscu pod kątem sprzedaży aut elektrycznych w Unii Europejskiej, sprzedając niespełna 700 samochodów elektrycznych. Wygrywamy jedynie z Czechami, za to najdalej nam do absolutnego lidera w tej dziedzinie, czyli Niemiec. Tam, w pierwszym półroczu sprzedano 34 tys. sztuk aut elektrycznych. Na drugim miejscu znalazła się Wielka Brytania, a zaraz za nią Francja i Szwecja.

Sprzedaż aut elektrycznych

Jak tłumaczy jednak Robert Prusiński, Dyrektor oddziału Nissana w Polsce, w ostatnim czasie pozycja Polski zaczyna się nieco zmieniać. – Rynek samochodów elektrycznych w Polsce zaczął nabierać tempa. Rosnąca świadomości klientów, w połączeniu z wprowadzoną w tym roku ustawą o elektromobilności spowodowały ogromny wzrost zainteresowania naszymi produktami. W głównej mierze sytuacja dotyczy firm oraz instytucji administracji państwowej, jednak liczba zapytań od klientów indywidualnych jest naprawdę imponująca.

Jaki napęd mają auta sprzedawane w Unii Europejskiej?

Ten sam raport pokazuje także, że na rynku motoryzacyjnym rządzą silniki spalinowe, które stanowią 56,7 proc. napędów aut sprzedawanych w Unii Europejskiej. Na drugim miejscu znajdują się silniki Diesla, stanowiące 36,3 proc. Daleko w tyle pozostają samochody z napędem elektrycznym – i właśnie to ma się wkrótce całkowicie zmienić. Specjaliści szacują, że w 2030 roku sprzedaż aut z silnikiem Diesla ma kształtować się na poziomie zaledwie 9 proc. Oporniej będzie nam jednak szło zrezygnowanie z aut zasilanych silnikiem benzynowym. Bardziej optymistyczne prognozy zakładają, że te będą stanowić około 25 proc. aut sprzedawanych w Unii Europejskiej.

Napę aut w UE

Nowe limity CO², czyli boom na samochody elektryczne

Komisja Środowiska Parlamentu Europejskiego zaproponowała nowe limity emisji CO² we flotach pojazdów oferowanych przez producentów w Unii Europejskiej. Jakie będą tego efekty? Nowe samochody wypuszczane na rynek unijny w 2030 roku będą emitowały co najmniej 35 proc. mniej CO² niż w roku 2021. Poziom ten jest jeszcze wyższy, od tego, o który wnioskowała Komisja Europejska.

Według wcześniejszej wersji, Komisja Europejska obstawała za spadkiem emisji dwutlenku węgla z nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych o 15 proc. do 2025 roku i 30 proc. do 2030 roku. Nieco bardziej rygorystyczny przepis zaproponowała wówczas Komisja Środowiska Parlamentu Europejskiego, która założyła spadek emisji o 20 proc. do 2025 roku, a do 2030 roku aż o 45 proc. Zgodnie z nimi w 2021 roku przeciętny nowy samochód osobowy ma emitować najwyżej 95g. Minister zrównoważonego rozwoju i turystyki oświadczyła, że ostatecznie do 2030 roku nowe samochody będą emitować średnio 35 proc. mniej CO² w porównaniu z obecnymi standardami.

Samochody elektryczne w Polsce: ile kosztują?

Gdyby nie ich cena, prawdopodobnie cieszyłyby się większą popularnością. Wydatek związany jednak z nabyciem nowego auta z silnikiem elektrycznym, może przyprawić o mały zawrót głowy. Jak wynika z danych portalu elektrowoz.pl publikującego cennik aut elektrycznych z lipca 2018 roku, najtańszy samochód elektryczny w Polsce to koszt rzędu 94,5 tysięcy złotych. Mowa tutaj o dwuosobowym aucie Smart ED/EQ (segment A). Oferuje on 93 kilometry zasięgu w trybie mieszanym i około 100-110 kilometrów zasięgu podczas jazdy wyłącznie w mieście. Wśród aut z segmentu B, najtańszym modelem pozostaje Renault Zoe, który w podstawowej wersji wyposażeniowej kosztuje 132,5 tysięcy złotych. W tym przypadku, na jednym ładowaniu możemy liczyć na realny zasięg liczący około 250 kilometrów. Na koniec najtańsze auto z segmentu C – tutaj możemy nabyć Nissana LEAF w wersji wyposażeniowej Acenta, za którego zapłacimy od 149 tysięcy złotych. Co ciekawe, nowy Nissan LEAF jest najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym w Europie w 2018 roku. Od stycznia do czerwca 2018 roku w Polsce zarejestrowano 172 elektrycznych Nissanów – z czego aż 158 egzemplarzy to właśnie wspomniany wyżej model.

Rząd dopłaci do aut elektrycznych?

W maju 2018 roku Polskę obiegła wieść, że od przyszłego roku rząd ma w planach dopłaty do zakupu aut elektrycznych. Wsparcie miałoby obejmować kilkadziesiąt tysięcy pojazdów rocznie, a wysokość dopłat mogłaby wynosić nawet 25 tysięcy złotych na pojazd. Tyle na początek – późniejsza wysokość wsparcia byłaby uzależniona od potrzeb klientów i kształtowania się rynku. Plan obejmuje także budowę około 20 tysięcy punktów ładowania w całym kraju. Jak w rzeczywistości będzie wyglądał system dopłat do aut elektrycznych? Przekonamy się w 2019 roku.

Samochód elektryczny: czy to się opłaca?

W kontekście samochodów elektrycznych zawsze pojawia się wątek oszczędności. Z jednej strony pojawiają się głosy, że te są absolutnie nieopłacalne, ponieważ przy szaleńczych cenach takich aut, wydatek ten będzie się zwracał tak długi czas, że przestaje mieć to sens ekonomiczny. Po drugiej stronie barykady stoją jednak Ci, którzy sądzą, że jest to czysta oszczędność.

Powołamy się tutaj na pewne wyliczenia Spider’s Web, które miały obalić tezę Europejskiego Funduszu Leasingowego, według którego koszt użytkowania samochodu elektrycznego przez 3 lata jest o 45 proc. wyższy niż w przypadku aut z silnikiem spalinowym. Jako jedną z podstawowych różnic wskazano koszty utrzymania samochodu elektrycznego a tego zasilanego silnikiem benzynowym.

Okazało się, że kupując np. Nissana LEAFA z napędem elektrycznym, licząc sam koszt paliwa, po 3 latach i 60 000 km oszczędzamy niemal 22 tysiące złotych. Jak to możliwe? Wyliczono, że paliwo pochłonęłoby niemal 25 tysięcy złotych, natomiast koszt prądu zamknąłby się w niespełna 2,5 tysiąca złotych. Warunkiem jest natomiast stała cena paliwa i prądu oraz to, żeby ładowanie odbywało się wyłącznie z domowego gniazdka i korzystania z taryfy nocnej.

Co jeśli nie samochód elektryczny?

Samochody na wodór –  to kolejna nowość, o której głośno szczególnie za oceanem. Auta takie są ekologiczne i mają znacznie większy zasięg niż typowe elektryki. Nowość od Hyundaia- Suv NEXO na napędzie wodorowym może przejechać nawet 800 km. Problem w tym, że sieć do ładowania jest bardzo mała, dostępna właściwie tylko w Japonii, w Kalifornii, a w Europie w znacznie mniejszej liczbie w Niemczech, W. Brytanii, Holandii.

Oprócz Hyundaia Nexo,  Tucson Fuel Cell wśród aut z napędem wodorowym znajdziemy także: Toyotę Mirai oraz Hondę Clarity. Ceny nie są jednak niskie: za takie auto należy zapłacić ponad 200 tys. złotych.

Warto również na koniec dodać, że w Polsce wodoru nie zatankujemy na razie nigdzie.