Kwestia mandatów na naszym rodzimym podwórku prezentuje się całkiem interesująco. Choć w Polsce z roku na rok spada liczba mandatów karnych, to wzrasta kwota zaległości. Jak to możliwe? Lubimy ignorować mandaty z nadzieją, że w końcu się one przedawnią. A jak wyglądają statystyki? W 2018 roku polskie służby (w tym policja, Żandarmeria Wojskowa, Straż Graniczna, Lasy Państwo i inne urzędy) przyznały dokładnie 3 267 638 mandatów karnych na łączną kwotę 512 683 870,80 zł. Rok wcześniej liczby prezentowały się nieco inaczej – mandatów było prawie 2 miliony więcej, a mianowicie 5 634 247. Ich łączna wartość kształtowała się na poziomie 786 068 864,20 zł. Tyle z krajowych statystyk. Zainspirowani horrendalną sumą, jaką ukarani byli Polacy za występki przeciwko prawu, postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się sytuacji za granicą, a konkretniej kwestii rekordowych mandatów drogowych.

Taryfikator mandatów: im więcej zarabiasz, tym więcej płacisz

Są takie kraje, w których stosuje się taryfikator mandatów proporcjonalny do zarobków osoby, która złamała przepisy. Należą do nich między innymi Szwajcaria i Finlandia.  W 2017 roku podobny taryfikator wprowadzono w Wielkiej Brytanii. Tam, najniższy mandat za przekroczenie prędkości to 25 proc. tzw. „tygodniówki”, a największy 175 proc. Na szczególną uwagę zasługuje jednak system mandatów stosowany właśnie w Finlandii. Kierowcy, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość do 20 kilometrów na godzinę, muszą liczyć się z mandatem w granicach 70-155 euro. Nieco ciekawiej wygląda system karania tych, którzy przekroczą prędkość o chociażby kilometr więcej, czyli pojadą  o 21 kilometrów szybciej, niż dopuszczają przepisy. Taki kierowca zostanie już ukarany mandatem, który zostanie wyliczony proporcjonalnie do jego dochodów. Jak to rozumieć? W kiepskiej sytuacji są ludzie bogaci, ponieważ system zakłada, że im więcej zarabiasz – tym więcej zapłacisz.

Mandaty drogowe: rekordowe kary za prędkość

Jak się okazuje, polscy kierowcy nie są w najgorszej sytuacji. Przykładowo, za przekroczenie dozwolonej prędkości o 40 kilometrów na godzinę, z naszego portfela upłynni się maksymalnie 300 złotych, a dodatkowo dostaniemy 6 punktów karnych. Jednak podróżując już przez Szwajcarię o 40 kilometrów za szybko, sprawa jest bardziej skomplikowana i zdecydowanie bardziej kosztowna. Przekonał się o tym pewien milioner, który przemierzał szwajcarskie ulice z prędkością 140 kilometrów na godzinę, podczas gdy na danym terenie obowiązywało ograniczenie do 100. Ile musiał zapłacić za swoją „szaleńczą” jazdę? Z uwagi na to, że jego majątek został wyceniony na 23 miliony dolarów, mandat opiewał na niebagatelną kwotę 290 tysięcy dolarów. W polskich realiach oznaczałoby to, że za każdy przekroczony kilometr ów mistrz kierownicy zapłaciłby około 29 tysięcy złotych.

Z rekordowych mandatów słynie także wspomniana wyżej Finlandia. Tam historia zna przypadki, kiedy za brawurę na drodze można zapłacić nawet 217 tysięcy dolarów. Swego czasu, lokalną gwiazdą stał się 27-letni dziedzic dużej firmy z rynku mięsnego, który w chwili uchwycenia przez fotoradar jechał właśnie o 40 kilometrów za szybko. Nieco mniejszym, choć też odczuwalnym mandatem, został ukarany dawny dyrektor Nokii, który jechał o 25 kilometrów na godzinę szybciej, niż dopuszczały przepisy. Ten, za swój występek musiał zapłacić 116 tysięcy euro. Od mandatu się jednak odwołał wykazując, że jego firma nie przynosi takich zysków jak mogłoby się wydawać, więc ostatecznie mandat został obniżony o 95 proc.

Rekordowe mandaty

Głośnym echem odbił się także przypadek biznesmena Andersa Wikloefa, który na Wyspach Alandzkich przekroczył dopuszczalną prędkość o dokładnie 27 kilometrów na godzinę. Za swój występek musiał zapłacić 95 tysięcy euro. Obywatel się jednak na błędach nie uczył, bowiem jakiś czas później po raz kolejny został przyłapany na gorącym uczynku. Tym razem stróże prawa ukarali go mandatem w wysokości 63 tysięcy euro. Kolejny wydatek dał mu jednak nieco do myślenia, ponieważ biznesmen stwierdził, że tymczasowo przesiądzie się do helikoptera, ponieważ te nie są jeszcze łapane przez radary.

Szarżowanie za kółkiem nie opłaca się także w Norwegii. Tam, studentka, która okazała się najbogatszą kobietą w kraju, za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu dostała mandat w wysokości 250 tysięcy koron, co w policzeniu na polskie złote daje w przybliżeniu 110 tysięcy.

Otrzymanie mandatu za przekroczenie prędkości nie cieszy żadnego kierowcy. Jednak o ile w Polsce są to kwoty, które możemy jeszcze „przełknąć”, o tyle mając na uwadze powyższe przypadki, radzimy mieć się na baczności podróżując przez inne kraje. Bardziej opłacalne wydaje się zdjęcie nogi z gazu…

Taryfikator mandatów 2019 – sprawdź, ile kosztują wykroczenia drogowe