Motoryzacja ma bardzo długą historię – tyle wiadomo. Ciężko jest wskazać jednak konkretną datę jej narodzin… Czy będzie to data wynalezienia koła?  Czy może moment, w którym powstał model pojazdu mechanicznego z napędem parowym? A może jednak chwila zbudowana pojazdu, który miał pełnić funkcję ciągnika artyleryjskiego dla armii francuskiej? Mniejsza o to. Dziś nie o historii motoryzacji będzie mowa, a o jej dzieciach. Trochę na opak, trochę na przekór, powiemy sobie o autach, za którymi z pewnością obejrzelibyśmy się na ulicy i bynajmniej nie dlatego, że na ich widok zaświecą nam się oczy. Powiemy sobie o wyjątkowo nieudanych, nieforemnych i wizualnie nieładnych pojazdach. W skrócie – najbrzydszych samochodach świata.

Brzydal number one – Fiat Multipla

Jedni mówią o nim „brzydkie kaczątko motoryzacji”, inni zachwycają się bezpretensjonalną koncepcją rozplanowania wnętrza, a jeszcze inni skupiając się jedynie na awangardowej stylistyce – podsumowują, że jest to po prostu „brzydki samochód”, a w stwierdzeniu tym zawiera się absolutnie wszystko. Po tym wstępie większość z nas już wie, że chodzi o Fiata Multiplę – osobowe auto typu minivan produkowane w latach 1998 – 2010 pod szyldem włoskiej firmy Fiat. Niebanalny kształt skrywa w sobie dwa rzędy foteli  – w każdym po 3. W sumie szeroką, ale niezbyt długą „karetą” pojedzie więc 6 osób. Pierwsza generacja Multipli, która zadebiutowała w 1998 roku, powstała w oparciu o Fiata 600. W założeniach miała ona być modelem niszowym o rocznej produkcji nie przekraczającej 50 tys. sztuk. Zagłębiając się w dane techniczne można by stwierdzić, że Multipla miałaby predyspozycje do stania się absolutnym hitem.

Fiat Multipla

… i takim się stała, ale pod zupełnie innym kątem – odstraszającego wręcz wyglądu. Aktualnie jest raczej obiektem kpin i żartów, choć wśród fanów motoryzacji znajdziemy także wielu miłośniku jej niebanalnej urody.

Tył na przód – Renault Projet 900

Teraz o aucie, o którym mówi się, że ma 6 biegów w tył i jeden w przód. O czym mowa? Renault Projet 900, znany jako Renault 900 – tak po prostu. Jego prototyp został zaprezentowany podczas Salonu Samochodowego w Paryżu w 1959 roku. Jeśli jego nazwa nie mówi Wam zbyt wiele – jest to auto, w którym trudno odróżnić przód od tyłu. Albo inaczej – tył klasycznego auta to przód tego, a jego przód jest tyłem. Zagmatwaliśmy? W skrócie – o jego brzydocie decyduje nowoczesna stylistyka, w której na pierwszy rzut oka, coś wyraźnie jest nie tak. Wyposażony w silnik V8 o pojemności 1690 cm3 i osiągający maksymalną prędkość na poziomie 140 km/h – intryguje, wywołuje zmieszanie i lekkie zakłopotanie.

Renault Projet 900

Superbezpieczna paskuda motoryzacji – Aurora

Ciężko porównać go do czegokolwiek. Historia jego powstania jest równie tajemnicza jak sam kształt. Wiadomo tylko tyle, że za wynalazkiem tego cuda stoi ksiądz Alfred Juliano, który za punkt honoru postawił sobie zaprojektowanie najbardziej bezpiecznego auta. Niekoniecznie ładnego. I tę drugą wytyczną udało się zrealizować w 100 procentach. Rozwiewając wszelkie wątpliwości – mowa o Oldsmobile Aurora. Prace nad nim zaczęto prawdopodobnie w 1955 roku, a całość sponsorowała miejscowa parafia. Czym charakteryzował się owy okaz? Absolutnie wszystko zostało podporządkowane bezpieczeństwu. Aurora pozbawiona była ostrych krawędzi, a zaokrąglone wypukłe szyby zostały wykonane z żywicy. Zderzak wypełniono pianką, a fotele pasażerów miały dodatkowo usztywniane grzbiety i oparte były na podstawie, która w momencie zderzenia miała ponoć odchylić się do tyłu, a nawet obrócić… Ciekawym rozwiązaniem było usytuowanie fotela kierowcy – ten umieszczono bliżej środka pojazdu po to, by kierujący był lepiej chroniony podczas zderzenia bocznego. Do wszystkiego pasy bezpieczeństwa, automatycznie składana kolumna kierownicy i deska rozdzielcza… pokryta materiałem. Co ciekawe – duchowny uznał, że aerodynamiczność będzie w tym przypadku lekiem na całe zło i pozbawił auto wycieraczek. Koniec końców Aurora mogła zachwycać rozwiązaniami technicznymi, ale z pewnością nie wyglądem. Czy wszystkie te innowacyjne dziwactwa przyniosły oczekiwany efekt? Nie bardzo. Podczas podróży na konferencję prasową auto zepsuło się 15 (słownie: piętnaście razy) i holowano go 7-krotnie!

Oldsmobile Aurora

Lustereczko powiedz przecie… – Volkswagen by Luigi Colani

Wspominaliśmy już, że nie można oceniać książce po okładce? Wspominaliśmy. Nie powinniśmy kierować się też pierwszym wrażeniem, ponieważ pod niezbyt efektownym opakowaniem może skrywać się coś naprawdę wartego uwagi. Niekiedy jednak trudno się powstrzymać… W tym przypadku nie jesteśmy nawet w stanie zagłębiać się w parametry techniczne tego cuda, bowiem wszystkie nasze zmysły pochłania wygląd zewnętrzny. Niepodobny do niczego, ale według niektórych będący namiastką… żółwia. W podobnej stylistyce utrzymane są fotele – podzielone, akurat tak po pół pod każdą nogę. Czy wygodne? Bardzo wątpliwe. Bez wchodzenia w szczegóły – o czym mowa? O Volkswagenie by Luigi Colani. Prototyp tego cuda został zaprezentowany w 1977 roku i świat wróżył mu kolorową przyszłość. Niestety gusta konsumentów wzięły górę i jego kariera zakończyła się w fazie prototypu.

Volkswagen by Luigi Colani

Samochód, którego nie było – Isuzu Nagisa

Na zakończenie naszego subiektywnego przeglądu największych brzydali motoryzacji – auto, które koniec końców w ogóle nie powstało. Plany były jednak ambitne. W 1991 roku jego prototyp zaprezentowano na Salonie Samochodowym w Tokio… I na tym jego historia się skończyła. Co o nim wiadomo? Niewiele. Z całą pewnością możemy jednak stwierdzić, że gdyby trafił do masowej produkcji, byłby jednym z najbrzydszych pojazdów, jakie zapisałyby się na kartach historii motoryzacji. W zamyśle był amfibią, czyli pojazdem wodno-lądowym. Równie dobrze miał sobie radzić na wodzie, jak i w ruchu ulicznym. Być może tym można tłumaczyć jego… opływowy kształt. O czym mowa? Mowa o Isuzu Nagisa.

Isuzu Nagisa