Na początek musimy sobie zdać sprawę z jednego – polskie przepisy ruchu drogowego są niczym w porównaniu do tych obowiązujących w innych krajach. Kierowco! Jeśli jesteś przyzwyczajony do polskich realiów, a te potrafią wyprowadzić Cię z równowagi, musisz wiedzieć, że wybierając się w samochodową podróż do innych krajów – albo musisz uzbroić się w ogromne zapasy cierpliwości, albo przygotować portfel na upłynnienie sporych pieniędzy na mandaty, albo… wybrać piesze wędrówki – większa szansa, że dzięki temu uda Ci się uniknąć złamania przepisów drogowych. Zapraszamy na subiektywny przegląd największych ulicznych absurdów. W skrócie: absurdalne przepisy ruchu drogowego.

Antyradar na legalu

Mapa z dokładną lokalizacją fotoradarów to jeden z największych przywilejów kierowców. I o ile na naszym polskim podwórku nawigacja informująca o fotoradarach jest czymś jak najbardziej naturalnym, tak powinniśmy uważać, gdy jedziemy do innych krajów europejskich. Poruszanie się z włączonym urządzeniem, które informuje nas o fotoradarach może skończyć się nie tylko sporym mandatem, ale także konfiskatą urządzenia. Zakaz używania urządzeń wykrywających inne urządzenia kontrolne obowiązuje między innymi w Chorwacji, Danii, na Litwie, w Szwecji czy Szwajcarii. Warto wiedzieć, że na przykład w Austrii, Serbii czy Portugalii obowiązuje zakaz przewożenia w aucie nawet wyłączonych urządzeń. Zaznaczmy jednak, że zakaz używania antyradarów należy jednak do jednego z „normalniejszych”. Dalej jest tylko ciekawiej.

Korki, ach te korki…

…to zmora każdego kierowcy. Mumbaj, Bogota i Lima to trzy najbardziej zakorkowane miasta na świecie – wynika z najnowszego raportu TomTom Traffic Index, który opisuje sytuację drogową w 403 miastach z 56 krajów. W owym rankingu nie zabrakło także polskich miast. Jako ciekawostkę podamy, że to wcale nie stolica Polski uplasowała się najwyżej, a… Łódź. Wskaźnik zatłoczenia wynoszący 44 proc. dał jej 15. pozycję wśród najbardziej zatłoczonych miast na świecie. Wśród państw europejskich Łódź zajęła niechlubne 7. miejsce. Ale dziś nie o tym… Dziś powiemy sobie o tym, jak z korkami sobie radzić, a konkretniej – jak z korkami radzą sobie na przykład Filipińczycy. Ci wpadli na banalnie proste rozwiązanie problemu – jednym zezwolili na jazdę, innym jej zabronili. Czynnikiem rozróżniającym jest rejestracja samochodu – tak po prostu. Samochody, których ostatnią cyfrą w rejestracji jest 1 lub 2, nie mogą wyjeżdżać na drogę w poniedziałki. Jeśli ostatnią cyfrą na tablicy rejestracyjnej jest 3 lub 4 – samochody pozostają bez ruchu we wtorki, a później kolejno – w środy nie jeżdżą auta z 5 i 6, w czwartki 7 i 8, a w piątki nie wolno prowadzić samochodów, gdzie ostatnią cyfrą numeru rejestracyjnego jest 9 lub 0. Zasady te obowiązują w godzinach od 7 do 19 przez 5 dni w tygodniu. Niezależnie jednak co o tym myślimy, zagęszczenie na ulicach w tych godzinach jest nieporównywalnie mniejsze…

Kręcenie kółek surowo zabronione

Jeśli planujesz podróż do Anglii, a na Twojej trasie znajduje się Oksford – miej się na baczności. Może się zdarzyć, że któraś z tamtejszych dzielnic wyjątkowo przypadnie Ci do gustu? Może się tak zdarzyć. Może się także zdarzyć, że po prostu zabłądzisz i zaczniesz jeździć w kółko. Tak, to też jest możliwe. I właśnie tutaj powinieneś zachować szczególną ostrożność, bowiem władze Oksfordu wprowadziły pewien przepis, który ma poprawić płynność ruchu drogowego. O jakim przepisie mowa? O zakazie jeżdżenia wokół jednej dzielnicy więcej niż… 100 (słownie: sto) razy! Tak na wszelki wypadek, gdyby się ktoś rozpędził…

Stać Cię na auto? Masz jeden problem…

Z życia codziennego Polaków… Jeśli już podejmiemy decyzję o zakupie auta, to największym problemem może być co najwyżej źródło jego finansowania.  Japończycy mają jednak nieco inny problem – o ile na samochód ich stać, o tyle decyzja o zakupie będzie warunkowana zupełnie innym czynnikiem. Jakim? W Japonii samochód może kupić jedynie osoba, która posiada miejsce parkingowe położone nie dalej niż 2 km od miejsca zamieszkania. Nie wystarczy jednak „dać słowo”, a fakt posiadania takiego miejsca potwierdzić odpowiednim dokumentem.

„Umyj mnie” nie w niedzielę

Szwajcaria, według wielu, to kraina miodem i mlekiem płynąca. Istny raj. Idylla. Być może bardziej popularna wśród miłośników turystyki zimowej, ale i całoroczni podróżnicy znajdą tam coś dla siebie. Czy tak samo o swoim kraju myślą Szwajcarzy? Całkiem prawdopodobne, bowiem prawo zadbało o to, by w dzień święty jego mieszkańcy się nie przemęczali. Chodzi tu mianowicie o zakaz mycia swojego samochodu w niedzielę. Każdy mieszkaniec, który dopuści się tego haniebnego czynu, zostanie ukarany dotkliwym mandatem. Zbawieniem będzie jednak myjnia automatyczna – tej zakaz nie obejmuje.

Miejska dżungla w oparach absurdu

Na koniec zostawiliśmy kraj, który być może nie szokuje osobliwymi przepisami ruchu drogowego, bowiem… ten szokuje sam w sobie, nawet bez przepisów. Mowa o Turcji. Co jednak najciekawsze – Turcy słyną z respektowania tych przepisów, które sami sobie ustalili. Innych zdają się nie zauważać. Udając się do Turcji samochodem trzeba nam wiedzieć, że tamtejsi kierowcy charakteryzują się dość brawurową jazdą i elastycznym podejściem do przepisów drogowych. Mamy więc dwa wyjścia – swoje zachowanie za kierownicą dostosować do tamtejszych standardów albo… zrezygnować z poruszania się autem po tureckich drogach (swoją drogą – drogach w idealnym stanie). Jeśli już jednak zagalopujemy się i przyjdzie nam pokonać tureckie drogi swoimi czterema kółkami – to, na co zwrócimy uwagę w pierwszej kolejności, to przede wszystkim pewien problem z kierunkowskazami. Konkretniej? Kierunkowskaz w Turcji to… taki obowiązkowy element wyposażenia auta, którego braku raczej nikt by nie zauważył. Turcy wychodzą z założenia, że oni sami doskonale wiedzą, gdzie chcą jechać, a nikomu innemu ta wiedza potrzebna nie jest. Bardziej ekstremalna wersja zakłada natomiast używanie migaczy, jednak na opak… Jadąc w lewo sygnalizujemy skręt w prawo i odwrotnie. Do tego musimy dołożyć wszechobecny element ulicznej awangardy, a mianowicie – klakson. Trąbienie w Turcji raz oznacza złość i zniecierpliwienie kierowcy, ale innym razem będzie najradośniejszym pozdrowieniem innego uczestnika ruchu drogowego. Klakson stał się swego rodzaju sposobem komunikacji pomiędzy zmotoryzowanymi, a bez niego ruch uliczny już nie byłby tym samym ruchem ulicznym…

Filozofom się nie śniło…

Zakazów, które wywołują lekki uśmiech niedowierzania jest o wiele więcej. Dla przykładu – jeśli w Nevadzie zechcesz pojeździć na  wielbłądzie po autostradzie, musisz liczyć się z mandatem karnym. Na Florydzie z kolei inne zwierzę stało się bohaterem przepisów, a mianowicie – słoń. Jeśli ten zostanie przywiązany do parkometru, za jego postrój właściciel będzie musiał uiścić stosowną opłatę. Jest jeszcze jeden przepis, z koniem w roli głównej… Otóż kierowca, który podróżując po Pensylwanii, zauważy na drodze konia, musi natychmiast zatrzymać pojazd i… przykryć go kocem. Tak, aby nie wystraszyć zwierzęcia. Na koniec jeszcze jeden smaczek… Kierowco! Jeśli przebywasz w San Francisco i planujesz umyć swój samochód, nie rób tego… swoją bielizną – to karalne!

Zasada, której się nie łamie…

O przepisach ruchu drogowego można mówić długo. I dużo. O tych w Polsce także… W tym temacie wszystko jednak sprowadza się do jednego – przepisu mówiącego o obowiązkowym ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych. To, co prawda przed absurdami prawa nas nie ochroni, ale uchroni nas za to przed finansowymi konsekwencjami nieprzewidzianych sytuacji na drodze. Chcesz mieć spokojną głowę? Sprawdź, czy nie przepłacasz!