1. Nawyki, które niszczą auto: Ostre ruszanie i gwałtowne hamowanie

Kiedy stojąc na światłach widzę (i słyszę) ostro ruszający samochód, który przed kolejnymi światłami hamuje z piskiem opon, myślę sobie: No i gdzie ci tak pilno? Choć wiadomo, że nie o czas dojazdu tu chodzi, a o ten podnoszący rozkosznie ciśnienie zestaw dźwiękowy: ryk silnika, pisk opon plus upajające uczucie wciskania w fotel.

Każdy amator takiej jazdy powinien zdawać sobie sprawę, że kiedy ostro rusza na światłach, a przed kolejnymi gwałtownie hamuje, duże przeciążenia i siły są przenoszone na elementy mechaniczne samochodu, powodując ich szybsze zużycie. Gwałtowne hamowanie wykańcza tarcze i klocki hamulcowe. Oponom też nie pomaga. Lubisz takie emocje? Rzuć słodycze i zbieraj na mechanika.

2. Nawyki, które niszczą auto: Hamowanie na progu zwalniającym

Przed progiem zwalniającym zwykle stoi znak ograniczenia prędkości do 30 km/h. To nie jest złośliwość zarządcy drogi, który nakazuje nam takie radykalną redukcję prędkości dla własnej fanaberii. Gnanie przez progi z większą prędkością odczujemy boleśnie nie tylko na kręgosłupie, ale i na rachunku z warsztatu.

Technika przejeżdżania przez progi zwalniające nie powinna być obca żadnemu absolwentowi kursu prawa jazdy, ale przypomnijmy: hamujemy przed progiem i przejeżdżamy – przetaczamy się – przezeń siłą rozpędu. Jeśli hamujemy na progu, masa samochodu zostaje przesunięta do przodu i ściska sprężyny zawieszenia, obniżając je. Szczególnie szkodzi to autom sportowym, o niskim zawieszeniu – można urwać nisko położone elementy. Auć.

3. Hamowanie tylko hamulcami

Pewna pani napisała kiedyś na forum motoryzacyjnym: „Słyszałam, że warto hamować silnikiem. Czy ktoś mi może powiedzieć, jak włączyć hamulec silnikowy w Cinquecento?”

Technika hamowania silnikiem, tak prosta, a tak obca wielu zmotoryzowanym… Jak się hamuje silnikiem? W trakcie jazdy na biegu zdejmujemy nogę z gazu. Auto jedzie, ale stopniowo wytraca prędkość. Oszczędzamy w ten sposób klocki hamulcowe, tarcze i paliwo.

4. Ręka na lewarku

Są kierowcy, którzy lubią „mieszać biegami”. Ręka sama „chodzi” po lewarku i jeśli w trakcie jazdy trąca dźwignię we wszystkie strony, ciągnie i pcha, to należy obawiać się awarii widełek zmiany przełożeń. W try miga rozpuknie się nam skrzynia biegów.

5. Głęboka rezerwa

Zdecydowanie nie polecamy jazdy na głębokiej rezerwie. Więcej pisaliśmy o tym w tym artykule tutaj, ale krótko przypomnijmy, dlaczego to nie jest dobry pomysł. Najgłupszy pomysł to jeździć na głębokiej rezerwie zimą, bo wtedy para wodna zamarza, a drobinki lodu mogą zablokować układ paliwowy. Woda powoduje też korozję zbiornika. Jeżdżąc na głębokiej rezerwie narażamy na poważne uszkodzenia także pompę paliwową, która jest smarowana i chłodzona paliwem. Najgorzej jest z silnikami diesla. Jeśli zapowietrzymy układ wtryskowy, trudno będzie odpalić auto po takiej awarii. Nie obejdzie się bez pomocy specjalisty. Idealny poziom paliwa w baku to ok. 1/4 baku. Dlatego tankowanie za przysłowiowe 25 zł co drugi dzień to również nie jest dobry pomysł.

6. Ignorowanie kontrolek

Mruga? To pomruga i przestanie. A nie, niekoniecznie. Nowoczesne samochody są wyposażone w systemy kontroli i ostrzegania po to, by kierowca mógł wdrożyć środki zaradcze wcześniej, zanim jego auto zatrzyma się na środku drogi lub zanim spod maski pójdzie siwy dym. Żółte kotrolki umożliwiają dalszą jazdę, najlepiej w kierunku warsztatu. Jednak kiedy świecą się czerwone, lepiej wezwać pomoc drogową, bo kontynuowanie jazdy może skończyć się poważnymi uszkodzeniami samochodu.

Oczywiście zależy, która kontrolka świeci. Część ostrzeżeń potrafi opędzić każdy kierowca. Po zmianie opon lubią świecić kontrolki ciśnienia w oponach. Warto wtedy podjechać na dowolną stację i sprawdzić ciśnienie, ewentualnie dopompować koła. Tu podpowiem, że szalenie przydaje się obecność młodocianego fana motoryzacji, który w najgorszą ulewę z pieśnią na ustach i błyskiem w oku będzie kontrolował stan ciśnienia w oponach naszego auta, a my nie wystawimy nawet czubka bucika z zacisznego wnętrza pojazdu.

7. „Zwisające” opony

Ile razy idę ulicą, mijając zaparkowane samochody, zwracam uwagę na smętnie wiszące znad krawężnika gumy. Aż mnie boli, gdy pomyślę o twardym betonie wbijającym się w opony. A jak zaboli właściciela, który będzie zmuszony do wymiany zdeformowanych opon wcześniej, niż to sobie zabudżetował! Szczerze odradzam pozostawianie samochodu w tym stanie na całą noc, czy dzień –  albo parkowanie niesymetryczne np. kiedy wyjeżdżamy na urlop i auto przez tydzień stoi pod blokiem.  Takie parkowanie może się wydatnie przyczynić do szybszego zużycia ogumienia.