Kalkulator OC i AC - szybki i dokładny
do 76 ofert ubezpieczenia

Porównaj i oszczędź nawet 517 zł na OC
5 minut wypełniania formularza
pełne, wiarygodne porównanie nawet 76 ofert
możliwość zakupu online każdej oferty

  • Proama
  • Link4
  • PZU
  • Gothaer
  • AXA
  • Aviva
  • Benefia

W pogoni za polisą, czyli ubezpieczeniowy maraton

Poszukiwanie taniego i korzystnego ubezpieczenia samochodu może przypominać morderczy maraton
mfind.pl

Po dobrych 8 latach spędzonych w Link4, bez jednej szkody, postanowiłem się rozejrzeć w ofertach polis komunikacyjnych OC+AC. W końcu kupiłem polisę u konkurencji, ale od efektu bardziej ciekawa była sama podróż i kontakty z towarzystwami ubezpieczeniowymi.

W 1969 roku na ekrany kin weszła kapitalna komedia „Hibernatus” z Louisem de Funes (sławnym żandarmem z Saint-Tropez) w roli głównej. W filmie tym udaje się z sukcesem odmrozić arktycznego podróżnika, którego odnaleziono w bryle lodu po 60 latach. Tak jak widok współczesnego Paryża był szokiem dla człowieka zaginionego w 1905 roku, tak 8 lat na rynku ubezpieczeń spowodowało, że zmieniło się bardzo dużo. Poczułem się jak ten zaginiony polarnik.

Powinienem być wymarzonym klientem każdego towarzystwa ubezpieczeniowego, ponieważ:

  • mam 8-letni bezwypadkowy samochód, którego jestem pierwszym właścicielem
  • mam maksymalne zniżki, od 12 lat nie miałem żadnej szkody

wymagania

Swoje poszukiwanie zacząłem od sprawdzenia oferty Link4, w którym byłem dotychczas ubezpieczony. Tę ofertę mogłem potraktować jako poziom wyjścia. Następny w kolejce był AllianzDirect. Jeden telefon na infolinię, krótki wywiad i… pierwsze rozczarowanie: wychodzi drożej. Kolejną szansę dałem firmie AxaDirect. Na stronie internetowej moją uwagę zwróciła obietnica dodatkowej zniżki, jeśli wypełnię formularz przez internet. Nie lubię, ale trudno – wypełniłem. Dostałem 60 proc. zniżki na OC i AC, 15 proc. zniżki za zakup przez internet i 18 proc. „bonusu od Axa Direct” (razem 93 proc. zniżki… praktycznie darmo!), a mimo to składka okazała się wyższa o 30 proc. niż w przypadku Link4. W dodatku jeśli wybiorę bezgotówkową likwidację szkody, ubezpieczyciel pokryje wyłącznie cenę zamienników. To chyba żart?

Ergo Hestia. Nie ma infolinii, można za to poprosić o kontakt. Nie należę do cierpliwych, ale słyszałem dobre opinie o tej firmie, więc niech będzie – poczekam. Zostawiłem swoje dane. Oddzwonili po trzech dniach, nie mogłem rozmawiać w tym momencie, więc odrzuciłem połączenie (poznałem po numerze kierunkowym 58), ale próba oddzwonienia spełzła na niczym. Więcej już nie zadzwonili, więc nawet nie mieliśmy szansy porozmawiać. Jeszcze gorzej wyglądał kontakt z Generali – wybieram numer infolinii podany na stronie internetowej i… „nie ma takiego numeru”.

PZU – czyli wyższa półka. Szybko i konkretnie, niestety cena zaporowa. Być może warto zapłacić więcej, ale nie widzę takiej potrzeby. Nie zrobiliśmy interesu.

Ostatnia próba to Warta. Nie ma formularza na stronie, nie ma też infolinii sprzedażowej – trzeba wyszukać sobie agenta. W pierwszym odruchu mam ochotę odpuścić – czy u nich kalendarz zatrzymał się na roku 2000? Czy tak wyglądają nowoczesne kanały sprzedaży?

Z kronikarskiego obowiązku wybieram numer komórki najbliższego mi agenta – zajęty. Następny najbliższy – również zajęty telefon. Pięknie. Na szczęście pierwsza agentka oddzwania po kwadransie, ale od razu następuje zgrzyt: prośba o skan dowodu rejestracyjnego. Na co to komu? Niechętnie udostępniam takie dane, kiedy nie wiem, czy podpiszemy umowę. Mimo wszystko pierwsza kalkulacja wychodzi korzystnie, zatem decyduję się na wysłanie skanu.

Niedługo później odbieram telefon z Link4 z pytaniem o decyzję. Zwlekam i opisuję ofertę Warty – konsultant prosi, bym poczekał, bo „idzie z tym do kierownika”. Wraca po 30 sekundach z ofertą na identycznych warunkach i tańszą o 100 zł. Brzmi nieźle, ale 100 zł to już żadna różnica. Decyduję się zawarcie umowy z Wartą i… okazuje się, ze muszę spotkać się z agentką w celu podpisania umowy. Zawarcie polisy przez internet albo telefon? Nikt tam o tym nie słyszał!

Kalendarz nabity, ciężko znaleźć pasujący obu stronom termin. Ostatecznie wybieramy sobotę o 13.00. Godzinę przed spotkaniem dostaję telefon z prośbą o zmianę miejsca spotkania. To tylko kilka przecznic, więc przystaję na to. Umawiamy się w kawiarni. Siedzę i czekam… wypiłem kawę, zjadłem ciastko… agentka spóźnia się 25 minut, bardzo przepraszając. Wreszcie podpisuję umowę, robimy jeszcze zdjęcia samochodu.

Czuję się jakbym przebiegł maraton. Na samą myśl, że podobną procedurę miałbym przejść w przyszłym roku cierpnie mi skóra i powietrze schodzi z opon mojego auta. Zanosi się więc na kolejne 8 lat w jednym towarzystwie ubezpieczeniowym i chyba na tym polega prawdziwy sekret polityki „utrzymania klienta”.

Czytaj także: Wyszukiwarka OC – jak znaleźć najtańsze ubezpieczenie w internecie?

Redaktor naczelny portalu Motofaktor.pl, związany z branżą motoryzacyjną od kilkunastu lat. Ekspert w dziedzinie niezależnego aftermarketu. Propagator ekojazdy, zwycięzca klasy w Superteście Ekonomii w 2012 roku. Po godzinach: gracz komputerowy, były e-sportowiec.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
wpDiscuz