mfind.pl

Podróżujemy po Europie bez paszportu, możemy kupić mieszkanie w Londynie, Paryżu czy Berlinie, zbudowaliśmy za pieniądze europejskie sieć autostrad i zastąpiliśmy Maluchy, Duże Fiaty i Polonezy Volkswagenami, BMW i Mercedesami – a jednak jedna rzecz nie zmieniła się od czasów „komuny”. Pieszy na jezdni traktowany jest jak intruz. Teoretycznie, gdy już znajdzie się na pasach – ma pierwszeństwo przed samochodem.

W praktyce pieszy nie ma szansy postawić stopy „zebrze”, żeby z tego prawa skorzystać, ponieważ tuż przed nosem przelatują mu samochody jadące zwykle szybciej niż w danym miejscu wolno. Nawet jeśli jakiś kierowca zatrzyma się przed przejściem w europejskim stylu, jest zagrożenie, że obok niego przemknie inny samochód i „zgarnie” pieszego z przejścia. Zwykle ze skutkiem śmiertelnym. Co trzecia ofiara wypadku drogowego w Polsce to właśnie pieszy.

O ile przepisy w kształcie przyjętym w ubiegłym tygodniu przez sejmową Komisję Infrastruktury wejdą w życie, sytuacja zmieni się znacząco – teraz kierujący będzie musiał się zatrzymać przed przejściem, tak by ustąpić pierwszeństwa pieszym. Nie tylko tym, którzy już postawili stopę na pasach, ale też tym, którzy dopiero mają zamiar to zrobić.

Oczywiście, sam przepis niczego nie zmieni. Potrzeba jest zmiana nastawienia obu stron oraz ich współpraca. Cmentarze są pełne grobów ludzi, którzy „mieli pierwszeństwo”. Zarówno pieszy jak i kierowca powinni nawiązać kontakt wzrokowy, tak by obie strony miały pewność, że się widzą. Pieszy powinien pamiętać, że samochód nie staje w miejscu, ale jednocześnie kierowca musi w pobliżu przejścia dla pieszych jechać odpowiednio wolniej, by móc się zatrzymać w razie potrzeby. Dobrym zwyczajem ze strony pieszego jest uniesienie ręki w podziękowaniu. To także jednoznaczny sygnał, że pieszy wie że teraz może przejść bezpiecznie, a jednocześnie po prostu miły ludzki gest – taki, który zawsze pomaga.

10 lat temu w Szwajcarii stałem i podziwiałem alpejską panoramę. Traf chciał, że robiłem to akurat stojąc tuż przy krawędzi szosy biegnącej przez wioskę. Gdy po dobrej minucie opuściłem wzrok, zorientowałem się, że z obu stron stoi po kilka samochodów, których kierowcy bez cienia zniecierpliwienia czekają aż przejdę na drugą stronę. Wcale nie miałem zamiaru tego zrobić, ale i tak przeszedłem, bo po prostu nie wiedziałem jak się zachować. Być może za kilka lat taka sytuacja będzie mogła powtórzyć się i w Polsce.

Czytaj także: Pasy bezpieczeństwa – ochrona czy zamach na wolność? Czy brak zapiętych pasów oznacza odmowę odszkodowania?