Pisałam niedawno o absurdzie sprawy poszkodowanego poruszającego się elektrycznym wózkiem inwalidzkim. O ile w tym przypadku można było dyskutować o argumentacji ubezpieczyciela, o tyle wszelka logika zawodzi w dyskusji o kosiarkę, która używana jest wyłącznie na prywatnym terenie właściciela. Szum dookoła tematu powstał za sprawą europejskiego kazusu, w którym poszkodowany został Słoweniec, który stał na drabinie potrąconej przez wycofujący traktor. Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, jako że do wypadku doszło na prywatnej posesji. Sprawa pokazuje, że wypadki komunikacyjne chodzą po ludziach nie tylko na państwowych drogach.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma w przyszłym miesiącu orzec w sprawie obowiązku ubezpieczenia samojezdnych kosiarek. Na właścicieli nieruchomości i ogrodników może zostać nałożony przymus wykupienia polisy niezależnie od tego, czy pozornie niegroźny traktorek opuści kwadrat prywatnej zieleni, a nawet niezależnie od tego, czy wyjedzie z garażu. Według brytyjskiego portalu informacyjnego The Telegraph, który postanowił zająć się sprawą Bogu ducha winnej kosiarki, przewidywana składka to 100£ rocznie. Czy nowy przepis obciąży także polskich miłośników ogrodów?

Dotychczas użytkownicy kosiarek traktorków byli chronieni przez ubezpieczenie nieruchomości, ale taka polisa już niedługo może okazać się niewystarczająca, a miłośnicy zieleni będą musieli sobie sprawić dodatkowe obowiązkowe ubezpieczenie komunikacyjne.

O tempora, o mores! Co powiedziałby Forrest Gump, który odnajduje spokój i kontempluje prozę życia właśnie za kierownicą kosiarki marki Snapper?

Źródło: http://www.telegraph.co.uk/

Foto: by Lars Plougmann, Lawn mower man, [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/)], via Flickr