mfind.pl

Rok temu opisywaliśmy początki porównywarki Google na rynku amerykańskim, zwracając uwagę na atmosferę zagrożenia, jaka ogarnęła konkurencję oraz niezależnych agentów ubezpieczeniowych. Okazuje się, że istniejące dotychczas w USA agregatory nie miały się czego obawiać. Google Compare Auto Insurance Services zakończyło swoją karierę z głośnym hukiem sromotnej porażki. Na początku zeszłego tygodnia Insurance Journal jako pierwszy ogłosił światu klęskę porównywarki, która znika nie tylko z rynku amerykańskiego, ale również brytyjskiego, gdzie funkcjonowała już od pięciu lat.

Czytaj także: Wielka Brytania, Węgry, Estonia – tam porównywarki ubezpieczeń są najpopularniejsze. Przyczyny sukcesu agregatorów

W odpowiedz na wieści o zamknięciu Google Compare pojawiło się wiele głosów na temat przyczyny fiaska porównywarki. Najczęściej pojawiająca się krytyka dotyczy niewiedzy Google o branży ubezpieczeniowej. Internetowy gigant zapewne wie, jakie mechanizmy rządzą światem online, ale to nie wystarczy, żeby zbudować efektywną porównywarkę. Niezbędna jest także wiedza o branży ubezpieczeń komunikacyjnych, której najwyraźniej zabrakło przy tworzeniu Google Compare – przedsięwzięcie usunęło się bowiem  w cień bardziej doświadczonej konkurencji. Kariera porównywarki zaczęła chylić się ku końcowi już dwa miesiące temu, kiedy ze współpracy z Google Compare wycofał się jej największy partner – Compare.com.

„Inne porównywarki ubezpieczeniowe w Wielkiej Brytanii czy USA radzą sobie bardzo dobrze, ale są już na rynku od dawna i porównywanie ubezpieczeń oraz innych produktów finansowych to podstawa ich działalności. Przykład Google pokazuje, że nie wystarczy wiedzieć wszystko o wszystkich, aby skutecznie sprzedawać ubezpieczenia w internecie. Właśnie ta wszechwiedza firmy Google mogła się przyczynić do tego, że użytkownicy nie mieli do niej zaufania. W Polsce też mieliśmy już kilka porównywarek, które nie utrzymały się na rynku. Kluczem do sukcesu jest rozpoznanie potrzeb klienta, stworzenie dokładnie odpowiadającej tym potrzebom porównywarki i fachowe doradztwo na najwyższym poziomie, przede wszystkich w nowoczesnych kanałach komunikacji” – komentuje Bartłomiej Roszkowski, członek zarządu kalkulatora OC AC mfind.pl.

Uważa się, że Google wkroczyło z buciorami w mocno już zakorzeniony model sprzedaży ubezpieczeń, jednocześnie nie wnosząc weń nic nowego. Specjaliści podkreślają, że misja porównywarki ubezpieczeń nie opiera się jedynie na stworzeniu odpowiedniego komfortu zakupów online, ale na zaproponowaniu najlepszego produktu i najwyższym poszanowaniu klienta, który chce chronić, to co dla niego ważne. Tak o klęsce Google Compare wypowiada się Bill Wilson z organizacji zrzeszającej agentów i brokerów w USA (Independent Insurance Agents and Brokers of America), zauważając, że często za tego typu przedsięwzięcia biorą się ci, którzy nie mają zielonego pojęcia o ubezpieczeniach: „Naoglądali się reklam w telewizji i uważają, że wszystko czego im potrzeba, to strona internetowa i pistolet do cenówek”.

Porażka Google Compare, szczególnie na rynku amerykańskim, otwiera pole do dyskusji nie tylko na temat tego, jakie błędy popełnił internetowy gigant, ale także na temat skłonności konsumenta do zakupu ubezpieczeń online. Czy klęska porównywarki ubezpieczeń komunikacyjnych Google zniechęci potencjalnych klientów i doprowadzi do umocnienia się pozycji agentów i brokerów na rynku? Jedno jest pewne – ci ostatni na pewno nie powinni przyglądać się z zadowoleniem, wierząc w siłę swojej pracy w wersji offline. Cyfryzacja ubezpieczeń posuwa się naprzód każdego dnia, niezależnie od casusu upadku Google Compare.

Czytaj także: Porównywarka ubezpieczeń – co to jest i jak działa?

Źródło: Insurance Journal