mfind.pl

O wpływie komputeryzacji i nowoczesnych technologii na branżę ubezpieczeniową pisałam już nie raz, zafascynowana tymi rozwiązaniami, które mogą zaskoczyć nawet wytrawnego użytkownika portali społecznościowych i platform zakupowych, a zwłaszcza tymi, które przenoszą konsumenta w świat, który mógłby opisać Stanisław Lem. Było już o niecodziennych aplikacjach, narzędziach kontroli ubezpieczonego, bezzałogowych pojazdach i cyberatakach. Teraz na ubezpieczeniową scenę wkraczają drony.

Bezzałogowy statek latający to technologia używana głównie do prowadzenia obserwacji, dzięki umieszczonym na pokładzie drona kamerom. Stosowanie takiego rodzaju badań wiąże się z wieloma obostrzeniami dotyczącymi praw człowieka i ochrony prywatności, dlatego mieszkaniec USA, chcąc się posłużyć bezzałogowym statkiem latającym, musi postarać się o pozwolenie od Federal Aviation Administration (Federalna Administracja Lotnictwa).

Wysłanie drona na miejsce katastrofy mogłoby okazać się łatwiejsze i bezpieczniejsze niż wykorzystanie zasobów ludzkich do kontroli zniszczeń po powodzi czy trzęsieniu ziemi. CNBC informuje, że firma ubezpieczeniowa stara się o pozwolenie FAA na przeprowadzenie testów w przestrzeni powietrznej. Federalna Administracja Lotnictwa ma 120 dni na podjęcie decyzji.

Foto: by Clément Bucco-Lechat, [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl)], via Wikimedia Commons