mfind.pl

Moim ulubionym żartem Remiego Gaillarda jest „gołąb”. Gdyby ktoś nie znał gołębia, może teraz nadrobić  zaległości:

Aż 18% ze wszystkich zaatakowanych miało właśnie ten kolor lakieru. Najmniejsze prawdopodobieństwo irytującej niespodzianki mają właściciele pojazdów zielonych. Tylko 1% upaćkanych miało tę soczystą, naturalną barwę. Badanie przeprowadzono na 1140 samochodach w 5 angielskich miastach. Oczywiście dociekliwi mogliby znaleźć dziury w metodologii, ale wynik daje tyle możliwości drwin z właścicieli „najszybszego koloru”, że skłonny byłbym przymknąć oko na niedociągnięcia autorów opracowania. Chociaż z drugiej strony jestem zwolennikiem kobiet za kółkiem, a – jak o dziwo wynika z raportu Akademii mfind – to one częściej decydują się na czerwoną strzałę. Tak czy inaczej o kolorystyce warto myśleć tak dużo, jak o marce, pojemności silnika i wieku kupowanego samochodu. Bo wygląda na to, że kupując samochód w tradycyjnej barwie Ferrari, narażasz się na poważne nerwy nie tylko podczas wyliczania składki ubezpieczeniowej, ale i w czasie codziennego używania pojazdu. Zwłaszcza gdy wyjątkowo dbasz o jego higienę osobistą. O ile mi wiadomo ubezpieczenia od gołębi nie oferuje żadne towarzystwo.

Źródło: blog.esurance.com