mfind.pl

Egzamin na prawo jazdy w Polsce należy do najtrudniejszych na świecie. W drugim tygodniu lipca w Warszawie z testem teoretycznym poradziła sobie mniej niż połowa zdających. Tym, którzy przeszli do części praktycznej na stołecznych ulicach, poszło jeszcze gorzej. Na Radarowej – to jedno z trzech miejsc w stolicy, w których każdego dnia dziesiątki osób próbują zdobyć wymarzone prawko – tylko co trzecia z nich wracała z jazdy po mieście szczęśliwa z powodu zdanego egzaminu.

Łatwiej… już było

W dobrych i niestety minionych czasach część teoretyczna egzaminu nie budziła większych emocji. Nie przechodzili jej tylko ci, którzy w ogóle nie przygotowali się do testu. A ten polegał  na losowaniu 18 pytań z zestawu obejmującego pół tysiąca.

Z początkiem 2013 roku zasady się zmieniły. Teraz kandydat na kierowcę musi odpowiedzieć na 20 multimedialnych pytań, które pojawiają się na ekranie wraz z symulacją zdarzenia na drodze oraz na 12 pytań teoretycznych z tradycyjnymi odpowiedziami A, B lub C. Na każde z nich, jak w teleturnieju, zdający ma konkretny czas. Nie może już wrócić do poprzednich pytań, jeśli chce się jeszcze raz zastanowić.

Pierwsze miesiące egzaminu budziły wielkie kontrowersje. Pula pytań była bowiem utajniona, nie można było więc przygotować się do egzaminu z wyprzedzeniem. Co więcej, w internecie krążyły legendy o konieczności podania na teście wymiarów tablicy rejestracyjnej albo długości drążka od skrzyni biegów. Kilka tygodni temu Ministerstwo Infrastruktury zdecydowało o odtajnieniu bazy, ale i tak przyszli kierowcy mają do nauczenia się prawie 3 tysięcy pytań.

Mniej zdających, szkoły jazdy w opałach

W efekcie zamieszania z egzaminem teoretycznym liczba osób odbierających upragniony dokument po wprowadzeniu nowych zasad gwałtownie spadła. Jeszcze w styczniu 2013 roku urzędy wydały 52 tysięcy dokumentów, ale już w drugiej połowie roku liczba ta spadła do ok. 30 tysięcy miesięcznie i utrzymuje się do dzisiaj.

Gdzie się podziała reszta potencjalnych kierowców? – Ja sama podchodziłam do egzaminu praktycznego pięć razy i zaprzestałam, bo uznałam, że się do tego nie nadaję – przyznaje Dominika Grabek, nasza redaktor naczelna, która o prawo jazdy starała się 10 lat temu. Słysząc o nowych zasadach tym bardziej nie pali się do ponownego zdawania egzaminów i konsekwentnie wybiera komunikację miejską.

Liczba wydanych praw jazdy przed reformą i po reformie
2012578 tys.
2013447 tys.
2014328 tys.
2015 (I-V)151 tys.

Źródło: CEPiK

Mniejsza liczba ubiegających się o prawo jazdy oznacza też kłopoty szkół jazdy. Już w pierwszych miesiącach 2013 roku wiele z nich nie poradziło sobie na skromniejszym rynku. Do końca roku splajtowała co dziesiąta. Te, które utrzymały się na powierzchni, walczą o klienta wszelkimi sposobami, przede wszystkim oferując coraz tańsze kursy. A to oznacza kolejne kłopoty finansowe, za którymi idzie zwalnianie instruktorów i sprzedawanie samochodów. Pocieszeniem mogą być jedynie zdeterminowani zdający, którzy po niepowodzeniach egzaminacyjnych wykupują kolejne jazdy doszkalające.

Kto zarabia na oblewaniu kandydatów?

Jest jednak ktoś, kto na restrykcyjnych egzaminach sporo zarabia. To WORD-y, czyli ośrodki przeprowadzające egzaminy. Zmiana w sposobie egzaminowania przyniosła bowiem rewolucję w sposobie ich finansowania. Pieniądze za egzamin wpływają teraz wprost do ośrodków. A ich szefowie wynagradzani są za wyniki finansowe. Stąd w ich interesie jest jak największa liczba przystępujących ponownie do egzaminu. Jak napisał tygodnik „Wprost”, rekordzistą jest ośrodek w Opolu, który dzięki poprawkowiczom zarobił w ubiegłym roku dodatkowe 3 mln zł.

Lista rzeczy, za które egzaminator może oblać zdającego, powiększa się. Od tego roku podczas egzaminów trzeba wykazać się znajomością ekologicznej jazdy. Oznacza to opanowanie dodatkowych umiejętności, takich jak zmiana biegów w odpowiednim momencie, tak by liczba obrotów silnika nie była zbyt duża, czy hamowanie silnikiem.

Ograniczenia prędkości dla “zielonych listków”

– Czekam na złagodzenie przepisów – nie chcę przystępować kilkanaście razy do egzaminu, licząc na łut szczęścia – deklaruje Dominika. Ale w najbliższym czasie raczej się nie doczeka. Wręcz przeciwnie. Ustawodawcy forsują kolejne restrykcyjne przepisy. Od 2016 roku same egzaminy pozostaną wprawdzie bez zmian, ale na świeżych kierowców mają zostać nałożone dodatkowe ograniczenia.

Każdy, kto otrzyma kategorię B, dostanie tymczasowe prawo jazdy oraz zielony listek, który będzie informował innych kierowców na drodze o początku przygody z samochodem. Dla policji będzie to informacja o dopuszczalnej prędkości, z jaką może poruszać się takie auto. Kierowca z małym stażem nie będzie mógł przekraczać 50 kilometrów na godzinę w obszarze zabudowanym, nawet gdy znaki pozwalają się bardziej rozpędzić, a także 80 km/h poza miastem i 100 km/h na autostradzie.

Czytaj także: Polisa OC młodego kierowcy. Sprawdź, jak oszczędzić i uniknąć zwyżek za wiek