mfind.pl

Kamera samochodowa – gadżet na każdą kieszeń

Rynek kamer cyfrowych GO pro, czyli tzw. ‚kamer akcji’ rozwija się w szalonym tempie. W zeszłym roku udział tychże w rynku kamer wideo (szacowanym na niecałe 100 mln zł rocznie) wyniósł około 25%. Trudno się temu dziwić – GO pro służy nie tylko do utrwalania sportowych ewolucji ale coraz częściej można je zauważyć zamontowane na przedniej szybie pojazdu w miejscu, gdzie kilka lat temu najczęściej widniała nawigacja GPS.

Na czym polega praca takiego urządzenia, nikomu tłumaczyć nie trzeba. Warto jednak pokrótce przyjrzeć się specyfikacji wideorejestratorów. Po pierwsze, kamerki samochodowe są bardzo zróżnicowane cenowo – najtańszą kupisz za niecałe 100 złotych, te z wyższej półki to koszt nawet kilkuset złotych. Zatem jeśli zdecydujesz się na zainstalowanie takiego urządzenia w swoim aucie, nie podejmuj decyzji pochopnie, gdyż cena może w znacznym stopniu przełożyć się na jakość. Tańsze kamerki będą miały na ogół gorszą rozdzielczość i mniejszą liczbę klatek rejestrowanych na sekundę, przez co nagrania mogą być bardzo niewyraźne. Nie bez znaczenia pozostają nieefektywne kodeki, przez które pliki z nagranymi filmami będą zajmowały dużo pamięci. W internecie znajdziesz mnóstwo testów wideorejstratorów z informacjami, jak znaleźć ten odpowiedni i na co zwracać uwagę.

Kamerki zainstalowane w samochodach na ogół nie dysponują pamięcią wewnętrzną (lub mają małą pojemność). Trzeba się zatem liczyć z dodatkowym kosztem w postaci zakupu karty pamięci, na której utrwalane będą nagrania z Twoich wypraw samochodem. Koszty te nie są duże – karty SD i microSD o pojemności 16 GB można kupić już za kilkanaście złotych.

Jak działają wideorejstratory? Proces rejestrowania polega na nagrywaniu filmów w pętli w interwałach czasowych, których długość ustala użytkownik. Najczęściej jest to przedział między 1 a 15 minut. Oznacza to, że kolejne nagranie będzie nadpisywane na miejsce tego najstarszego. W praktyce wygląda to tak, że nadpisywanie ma miejsce dopiero w momencie gdy na karcie pamięci jest mało miejsca. W związku z tym nie zarejestrujesz całej podróży swoim autem w ramach jednego nagrania, a w kilku (w zależności od długości trasy) fragmentach. Pamiętaj też, że jeśli nie chcesz stracić nagrań z podróży, to warto na bieżąco przegrywać je na dysk.

Trend z rosyjskich dróg

Według społeczności internetowej Rosja to nie kraj, tylko stan umysłu. Przeglądając zdjęcia z tamtejszych portali społecznościowych czy filmiki na YouTube trudno się z tym nie zgodzić. Ale filmiki nie biorą się znikąd, a szczególnie te nagrywane przez samochodowe wideorejestratory.

Kultura jazdy rosyjskich kierowców pozostawia wiele do życzenia. Brawurowe i nieodpowiedzialne zachowanie innych wymusiło na tamtejszych uczestnikach ruchu drogowego podjęcie prewencyjnych działań tak, aby łatwiej było wskazać ewentualnego winowajcę kolizji lub wypadku. Najlepszą i najpopularniejszą metodą okazały się właśnie kamerki samochodowe, dzięki którym poszkodowanym łatwiej udowodnić, że to nie oni są winni zdarzenia.

Jest jeszcze drugi powód. Otóż w Rosji bardzo popularną metodą na wymuszenie pieniędzy jest „podkładanie się” pieszych pod koła jadącego samochodu. Proceder wygląda następująco: na małą uliczce, którą samochód porusza się wolno, nagle wbiega pieszy, samochód gwałtownie hamuje (często nawet nie mając styczności z pieszym) a ten, kto wbiegł na jezdnię, teatralnie upada przed maską pojazdu symulując potrącenie. W takiej sytuacji u kierowcy często stres bierze górę a pozornej ofierze łatwiej nim manipulować i żądać pieniędzy w zamian za niepowiadomienie policji. I to również przed tym wzbraniają się rosyjscy kierowcy.

Polacy szybko podchwycili pomysł, zdając sobie sprawę, że na tle innych państw Unii Europejskiej jesteśmy w ogonie jeśli chodzi o bezpieczeństwo i zaczęli coraz chętniej instalować kamerki w swoich samochodach, aby ich jedyną bronią w ustalaniu sprawcy zdarzenia nie były tylko słowa.

Nagranie jako dowód w sprawie

Zdecydowana większość użytkowników kamerek samochodowych traktuje ich funkcjonalność przede wszystkim jako multimedialne ubezpieczenie. Nagranie może bowiem być solidnym dowodem w sprawie sądowej czy przy okazji ustalania sprawcy. Ponadto, niektóre wideorejestratory są wyposażone w odbiornik GPS, dzięki czemu przy ewentualnej kolizji jest szansa na sprawdzenie, z jaką prędkością poruszał się w danej chwili pojazd. To powoduje, że sądy coraz częściej dopuszczają nagranie z kamerki samochodu jako znaczący dowód.

Główną podstawą prawną do dopuszczenia nagrania jako dowodu jest kodeks postępowania cywilnego a ściślej mówiąc art. 308: „Sąd może dopuścić dowód z filmu, telewizji, fotokopii, fotografii, planów, rysunków oraz płyt lub taśm dźwiękowych i innych przyrządów utrwalających albo przenoszących obrazy lub dźwięki”. Jednak samo dopuszczenie nagrania jako materiału dowodowego na ogół nie wystarcza. Ważne jest też potwierdzenie jego autentyczności, którą bada biegły sądowy.

Jeśli zatem przydarzy Ci się stłuczka albo wypadek,  który swój finał będzie miał w sądzie, nagranie z wideorejestratora może być namiastką czarnej skrzynki.

Kamery samochodowe – hak na piratów drogowych?

Oprócz wzmocnienia argumentacji na rzecz swojej niewinności przy okazji zdarzenia drogowego, nagrywanie filmów za pomocą kamerek internetowych może też wpłynąć pośrednio na bezpieczeństwo na polskich drogach. Przykładowo, jeśli kierowca, który zauważy na drodze niebezpieczeństwo w postaci brawurowego lub pijanego kierowcy powiadomi policję, to jego ewentualne zeznania mogą być poparte udokumentowanym nagraniem, potwierdzającym jego słowa.

Jednak jak długo kultura jazdy w Polsce nie zmieni się na lepsze, tak samo długo mrzonką będzie przeświadczenie o tym, że nieodpowiedzialny kierowca nagle zmieni styl jazdy w obawie przed tym, że jadący za nim pojazd jest wyposażony w kamerkę rejestrującą jego poczynania.

Poza tym udostępnienie nagrania policji jako dowodu ma drugą stronę medalu. Po pierwsze, wideorejestrator lepiej dokumentuje jazdę Twoją, niż pirata drogowego. Zatem rejestrując jego poczynania musisz pamiętać o tym, żebyś sam nie popełnił wykroczeń. Po drugie, takie zgłoszenie i przekazanie nagrania, które z założenia jest słuszne bo ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa, może być przez policję traktowane jako kolejna sprawa, którą trzeba się zająć, a która z braku wystarczających dowodów może zostać po prostu umorzona. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której właściciel nagranego pojazdu jest wzywany w celu złożenia wyjaśnień i twierdzi, że to nie on jeździł w tym dniu samochodem oraz że nie pamięta, komu go wtedy użyczył. Wtedy nawet nagranie, którego autentyczność jest potwierdzona, nie wystarczy, aby ukarać pirata drogowego. Po trzecie w końcu, gdyby sprawa miała swój finał w sądzie, prawdopodobnie nie uniknąłbyś spotkania z nagranym kierowcą, który wtedy będzie miał wgląd do Twoich danych, co może dodatkowo stresować.

W związku z tym obecnie kamerkę samochodową raczej trudno uznać za bat na piratów drogowych. Skoro nie skutkują coraz wyższe mandaty i zaostrzone przepisy to i wideorejestrator nie odstraszy nieodpowiedzialnych kierowców od brawurowej jazdy czy kierowania na podwójnym gazie. Ponadto, działania wynikające z chęci ścigania kierowców łamiących przepisy mogą odbić się czkawką w postaci mandatu za nieprzepisową dla samego nagrywającego, dużą ilością poświęconego czasu czy stresem w związku ze sprawą sądową.

Nagranie zdarzenia a likwidacja szkody komunikacyjnej

Skoro sądy w Polsce dopuszczają nagrania z kamer samochodowych jako dowód w sprawie to teoretycznie i ubezpieczyciele powinni brać je pod uwagę podczas procesu likwidacji szkody. O opinię w tej kwestii poprosiliśmy towarzystwo ubezpieczeń Link4. Wybór nie jest przypadkowy. Link4 przygotowuje bowiem nową ofertę na rynku – ubezpieczenie, które będzie kalkulowane również na podstawie danych z czarnej skrzynki zainstalowanej w pojeździe. Zatem jako ubezpieczeniowy trendsetter w zakresie wykorzystywania popularnych technologii powinien wskazać, w jakim kierunku zmierza wykorzystanie widerejestratorów na potrzeby ubezpieczeń komunikacyjnych.

Czy zatem dla ubezpieczyciela nagranie może być dowodem? Wątpliwości rozwiewa Oktawiusz Ozimski, Dyrektor Departamentu Likwidacji Szkód Komunikacyjnych i Majątkowych w Link4: – Zdecydowanie tak. Z mojego punktu widzenia, jako osoby zarządzającej likwidacją szkód, nagrania z wideorejestratorów to wielki pozytyw. Od pewnego czasu pytamy przy rejestracji szkód, zarówno poszkodowanego, jak i sprawcę zdarzenia, czy rejestrował zdarzenie kamerą umieszczoną w samochodzie. Bardzo często nagrania rozwiewają wątpliwości przy ustalaniu odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę. Ponadto takie nagranie może przechylić szalę na korzyść poszkodowanego, gdy do kolizji nie została wezwana policja, która orzeka w takich sytuacjach, kto jest sprawcą zdarzenia. Ozimski podkreśla, że dużą wagę przywiązuje się do czytelności, jakości i przejrzystości nagrania, a więc zakup droższego wideorejestratora może w przypadku kolizji lub wypadku zaowocować.

Jednak utrwalenie zdarzenia nie zawsze musi być materiałem dowodowym: – W sytuacji, gdzie, przykładowo, sprawca spowodował wypadek z tyłu, czego nie zarejestrowała kamera umieszczona z przodu pojazdu, dołączone przez poszkodowanego nagranie traktowane jest jedynie jako materiał wspomagający – wyjaśnia Oktawiusz Ozimski.

Takie postępowanie ubezpieczycieli to z pewnością duży plus dla klientów. Proces likwidacji szkody z wykorzystaniem nagrania jest pełniejszy i dokładniejszy, a w przypadku sporów sądowych z zakładem ubezpieczeń klienci mają dodatkowy atut w postaci filmiku rejestrującego zdarzenie.

Pamiętaj też, że jeśli ubezpieczyciel zakwestionuje wiarygodność dowodu w postaci nagrania z widerejestratora, to jest on zobowiązany do wskazania przyczyn takiej decyzji poszkodowanemu, zgodnie z art. 14 ust. 3 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK

Kamera samochodowa – sposób na tańsze ubezpieczenie?

Od 2010 roku amerykański ubezpieczyciel Progressive Insurance oferuje możliwość uzyskania zniżek w ubezpieczeniu komunikacyjnym na podstawie m.in. weryfikacji nagrań z wideorejestratorów. Czy taki pomysł mógłby się sprawdzić w Polsce?

Wizja kamerki samochodowej jako narzędzia do wyliczania składki w naszym kraju wydaje się póki co równie daleka jak powszechne kalkulowanie składek na podstawie zapisów z samochodowych „czarnych skrzynek”. Po pierwsze, w Polsce takie pomysły dojrzewają bardzo powoli. Po drugie, na o wiele większych rynkach ubezpieczeniowych, jak np.w Stanach Zjednoczonych, takie rozwiązania dopiero się rozwijają.

Zdaniem Okatwiusza Ozimskiego rewolucja zmierzająca w tym kierunku jest mało prawdopodobna – Niepodważalną zaletą jest możliwość rejestracji kolizji, ale mamy tu wiele ograniczeń. Rejestrator nagrywa to co widzi, więc głównie zdarzenia z przodu pojazdu, bo tu zazwyczaj jest umieszczona kamera. Uderzenia boczne lub w tył pojazdu nie są widoczne, a jedynie wstrząsy lub przemieszczenie pojazdu po uderzeniu. Możemy tu zatem udokumentować część zdarzeń, ale niestety nie zapobiegniemy im. Jego zdaniem większe nadzieje należy wiązać z urządzeniami telematycznymi (takimi jak czarne skrzynki) – Wykorzystując telematykę, zarówno tę montowaną na stałe w pojeździe, jak i aplikacje w telefonie, możemy nie tylko zarejestrować główne parametry kolizji (tj. np.: prędkość, czas i miejsce zdarzenia, drogę hamowania), ale przede wszystkim telematykę można użyć jako narzędzie do poprawienia stylu jazdy. Doskonaląc styl jazdy i prowadząc pojazd bezpiecznie możemy liczyć na niższą składkę za ubezpieczenie. Mamy więc realny wpływ na ryzyko zaistnienia zdarzenia, kolizji, a nie tylko jak w przypadku wideorejestratorów jedynie zapis zdarzenia, które już się wydarzyło.

Czytaj także: Masz służbowe auto? Link4 będzie obserwował, jak jeździsz!

Mimo tego, proces coraz większej indywidualizacji wysokości składki ubezpieczeniowej zapewne nie ominie Polski. Tak jak Link4 próbuje w pewnym stopniu zrewolucjonizować rodzimy rynek oferując czarne skrzynki, tak w przeciągu kilku lat któryś z polskich ubezpieczycieli być może spróbuje przekonać do siebie klientów atrakcyjnymi cenami OC i AC dzięki analizie filmów nagrywanych podczas codziennej jazdy.

Czytaj też nasz tekst w serwisie Bankier.pl: Czarna skrzynka pomaga kierowcom zyskać zniżki na OC

Uważaj, co udostępniasz w internecie

Coraz większa liczba kamerek w samochodach przekłada się proporcjonalnie na ilość zamieszczanych w internecie filmików z zarejestrowanymi zdarzeniami. Codziennie na portalu YouTube pojawia się mnóstwo kompilacji zdarzeń nagranych przez różnych kierowców. Wypadki, kolizje czy nietypowe i niecodzienne sytuacje na polskich drogach mogą być dla subskrybentów ciekawym materiałem. Należy jednak pamiętać, że umieszczanie swoich nagrań może mieć przykre konsekwencje. Upublicznienie nagrania, na którym widać wyraźnie tablice rejestracyjne pojazdu, którego kierowca popełnia wykroczenie, może bowiem naruszać jego dobra osobiste. A to w skrajnych przypadkach doprowadzić może do sprawy w sądzie czy wypłaty odszkodowania na rzeczy nagrywanego. Zanim więc zdecydujesz się na udostępnienie jakiegoś utrwalonego zdarzenia, zastanów się, czy film taki nie naruszał czyichś dóbr.

Problem inwigilacji wiecznie żywy

Mimo że z kamerek w samochodach korzysta coraz więcej polskich kierowców, to wątpliwe jest, aby spodobał im się pomysł kalkulowania składki dodatkowo na podstawie nagrań. Już teraz można dostrzec niechęć związaną z próbami wprowadzenia elementów brytyjskiego ubezpieczenia „black-box”. Nagrania z kamerki samochodowej mogą jeszcze bardziej wzbudzić obawy co do granic prywatności kierowcy. Póki co, żaden polski ubezpieczyciel nie będzie „wielkim bratem” w Twoim samochodzie, jednak warto zastanowić się nad tym, jak miałby w przyszłości wyglądać proces wyliczania składki na podstawie nagrań. Głównym postulatem w takiej dyskusji powinna być zupełna dobrowolność kierowcy co do zdecydowania się na takie rozwiązanie. Kamerka samochodowa jako element ubezpieczenia komunikacyjnego powinna być przede wszystkim marchewką, a nie kijem dla kierowcy.